Niebo pokrywała bezkresna ciemność, a głęboką czerń drzew i budynków przecinało tylko leniwe pohukiwanie sowy. Cała siedziba posiadłość Państwa Briefs pokryta była senną atmosferą. Nikt po tak drastycznych chwilach jakie zgotowały cyborgi nie miał nawet ochoty wychodzić ze swojego łóżka na chociażby kubek gorącego mleka , jednak w kuchni na parterze świeciło się malutkie światełko.
-Mamo?- ciszę przerwał głos młodego chłopca skierowany do kobiety układającej małe plastikowe butelki , smoczki i kubeczki dla dzieci- nowy towar wymyślony przez nią pod emblematem Capsula Corporation.-Co tu robisz ?
-Oh to ty! Przestraszyłeś mnie- szepnęła Bulma , ciągle nie mogła przyzwyczaić się do obecności swojego 17 letniego syna w swoim domu biorąc pod uwagę fakt że 17 razy mniejsza wersja śpi teraz w swoim łóżeczku- Widzisz Trunks - zaczęła z uśmiechem , dziwnie się czuła mówiąc do prawie dorosłej osoby , której przed chwilą śpiewała kołysankę o białych smokach.- Ty bardzo dużo jesz, mógłbyś zjadać litrami kaszki w przerwie na walkę z pluszowym misiem- Bulma uśmiechnęła się szeroko przypominając sobie widok małego brzdąca rzucającego po pokoju kudłatym misiem uderzając go małymi piastami tak nieporadnie że zamiast jego pluszowego przeciwnika na ziemi nieraz leżał Trunks.
-Cały czas mi to powtarzasz- duży Trunks uśmiechnął się lekko- To znaczy powtarzasz w przyszłości - nagle przerwał przypominając sobie matkę , którą znał od dziecka nie była to ta sama kobieta m która stoi teraz przed nim , ta była zapracowana , smutna , nie dbająca prawie o siebie- wszystko robiła sama. Babcię i dziadka zabiły cyborgi i .. i ojca- co matka przeżyła najbardziej. Zawsze kiedy o niego pytał mówiła: "był straszny , ale tylko ja w to nie wierzyłam i kochałam najbardziej". Nie rozumiał tych słów.
Bulma skończyła myć i układać butelki i odwróciła się w stronę dorosłego syna.
-A ty co tu robisz o tej porze?
-Trenowałem z ... Vegetą- odpowiedział jej Trunks
-Przecież rano masz wracać, cyborgi i komórczak to już historia więc po co oj ... on cię jeszcze wykorzystuje?! - Bulma prawie krzyczała
-Chce żebym mu udowodnił że jestem Saiyaninem, a nie tylko podłym mieszańcem- powiedział cicho siadając przy marmurowym blacie. Bulma wiedziała że dla niego jest to ważne więc nie dociekała więcej jednak zaciekawiła ją jedna rzecz. Odkąd dowiedziała się kim na prawdę jest Trunks ,chłopak mówił do niej "mamo" , a do Vegety po prostu Vegeta.
-trunks powiedz mi dlaczego nie mówisz do Vegety ... no ... - słowo ojciec i Bulmie nie przychodziło z łatwością
-Co ? Dlaczego nie mówię do niego tato?- Trunks podniósł swoje czarne jak Vegety oczy na Bulmę ale zaraz je spuścił wpatrując się w gładkie , czarne płytki-Ja nie miałem ojca, pogodziłem się z tym. Walczyć nauczył mnie Gohan-san. Dlaczego tutaj miałbym mieć ojca ?- do jego oczu napływały łzy-Nawet teraz nie zajmuję się mną , nie obchodzę go , nie wiedział że jestem na świecie , a ty musiałaś mu udowadniać że jestem jego synem. mówiąc to patrzył na sufit jakby był rentgenem i widział tam śpiącego siebie- Dla Vegety liczy się tylko walka nie ma dla niego mnie ani ciebie mamo-Bulma patrzyła z przerażeniem na chłopca. Wiedziała jaki jest Vegeta, że nigdy nie weźmie małego na ręce, nie będzie odprowadzał do szkoły i brał na lody, nie będzie rozmawiał z nim o dziewczynach i samochodach- że nigdy nie będzie ojcem. Lecz nie wiedziała że dla tego młodego człowieka, który przed nią płacze ma to aż tak ogromne znaczenie. Usłyszeli za sobą ciche przymknięcie drzwi to był Vegeta obdrapany i posiniaczony. Jeszcze miał na sobie ślady walki stoczonej z C18 i komórczakiem.
Trunks szybko otarł łzy. Wojownik bez słowa przeszedł przez kuchnię z miną bez wyrazu- Bulma znała to - Vegeta wszystko słyszał.
-Nie obudź Trunksa- rzuciła w jego stronę
-Przecież nie śpi- Vegeta syknął, Bulma chciała mu odpowiedzieć coś zgryźliwego ale w tym momencie rozległ się płacz i Bulma szybko pobiegła na górę.
Vegeta stał przed schodami nie patrząc na siedzącego Trunksa.
-To nie prawda- powiedział cicho Książe nadal nie patrząc na swojego syna- Nam po prostu nie wolno okazywać uczuć , jesteś Saiyaninem i o tym pamiętaj- zanim Trunks odwrócił głowę w stronę swojego ojca jego już nie było.
Capsule Corporation ponownie ogarnęła cisza- wszyscy już spali , nawet Bulmie udało się ułaskawić Trunksa.
Tylko młody fioletowo włosy chłopak siedział po ciemku na kanapie w salonie. W jego głowie błądziły słowa jego ojca. Ojca , który zginął gdy ten był niemowlęciem, a teraz stoczyli ze sobą i obok siebie nie jedną walkę"Jesteś Saiyninem i o tym pamiętaj".
Nazajutrz ciepłego wiosennego popołudnia w CC zebrali się wszyscy przyjaciele by pożegnać Trunksa, Bulma z tego powodu wydała nawet przyjęcie.
-Vegeta zejdziesz do ogrodu?-Bulma zawołała do Saiyanina siedzącego tępo przed telewizorem.
-Daj mi spokój i się do mnie nie odzywaj - mruknął do niej wojownik skacząc z jednego kanału na drugi
-A ciebie co znowu ugryzło?-spytała go stojąc przed nim z dzieckiem na rękach.
-Zabrana kapsuła , multum debili skaczących i drących ryj i ten mały opluty glut- Vegeta syczał jakby sam do siebie lecz na tyle głośno by słyszała to Bulma
-Vegeta twój syn odlatuje może byś był odrobinę bardziej entuzjastyczny?
-O ile mi wiadomo ten tutaj to mój dzieciak a z tego co widzę nigdzie się nie wybiera i odsłoń mi bo jak już mam oglądać te pierdoły to nie na twoim tle.
Bulma patrzyła na niego groźnie ale Saiyanin nie reagował , nagle z kuchni zaczęły dochodzić jakieś syki
-O Dendee ! Przypala się ! Trzymaj go Vegeta - zanim mężczyzna zdarzył zareagować miał już Trunksa na kolanach , sparaliżowany patrzył na chwiejącego się chłopca, który miętosił w rączkach małą szmacianą piłeczkę. Veegta popatrzył na niego i z przerażeniem przełożył go na kanapę kilkanaście centymetrów od siebie. Siedział i dalej patrzył w telewizor gdy coś małego uderzyło go w wierzchnią część uda , popatrzył w dół-to była piłeczka Trunksa, mały siedział wpatrzony w ojca klaszcząc bezgłośnie rączkami
-Co ? - burknął Vegeta a w odpowiedzi usłyszał tylko radosne "ueeeh". Wziął do ręki piłeczkę i poturlał lekko w stronę małego
-Hiaaaahaaa! - i piłka znów przyleciała do Vegety.
Bawili się tak przez chwilę i Bulma która obserwowała ich przez moment widziała że Vegecie się to podoba. Gdy piłka była po jego stronie Bulma sprytnie udała że właśnie wchodzi do salonu
-A gdzie ty mi tu te zabawki wrzucasz - powiedział Vegeta z udawaną wściekłością wyrzucając piłeczkę przez okno wprost do ogrodu, jednak widząc minę Bulmy zaraz poszedł za nią.
Nadszedł czas kiedy Trunks musiał wracać do swoich czasów bo jak mówił "musi coś załatwić". Wszyscy się z nim żegnali , uśmiechali się , przybijali piątki i ściskali dłonie tylko Vegeta stał posępnie pod drzewem tak jak wtedy gdy po raz pierwszy przybył do domu Bulmy.
Trunks zapalił silniki swojej maszyny
-Uważaj na siebie- krzyknęła Bulma gdy ten po raz ostatni wyjrzał zza kokpitu swojego statku spojrzał na stojącego samotnie Vegete i uśmiechną się niepewnie w jego stronę, ku jego zdziwieniu ten uniósł dwa palce w geście wiktorii.
-Żegnaj ojcze - szepnął Trunks tak cicho że byc może były to myśli.
Vegeta patrzyła na zamykające się za synem drzwi statku Capsule Corporation.
-Do zobaczenia .. synu- pożegnanie przebiegło przez głowę wojownika.
Na przyjęciu Bulmy wszyscy bawili się znakomicie. Gohan turlał piłkę z małym Trunksem, Bulma rozmawiała z Chi-chi, która spodziewała się swojego drugiego potomka. Było już dość późno kiedy Piccolo niósł śpiącego Gohana do samolotu Bulmy, a ona głośno polemizowała o czymś z Vegetą.
-Godzina . Vegeta to jest tylko 60 minut !- mówiła Bulma ubierając swoje czarne szpilki
-Nie
-Vegeta ty widzisz w jakim stanie jest Chi-chi?
-No właśnie może dasz jej adres tego sanatorium, w którym byłaś . Ona też ostatnio zrobiła się bardzo gruba tak jak ty jakiś czas temu.
Bulma potraktowała to jak głupi żart ale zirytował ją fakt , że ktoś nazwał ją grubą - tym bardziej, że był to Vegeta.
-Dość ! Chi-chi jest w ciąży, a ja polecę z nią do domu i bez dyskusji ! Trunks jest nakarmiony więc nie będziesz miał z nim problemu, a jeśli będziesz miał dalej jakieś obiekcje to koniec z ulepszeniami , obiadkami i z ... TYM !- i pokazała kawałek uda wychodzącego spod podartych szortów na co wojownik skrzywił się , nie działały na niego już takie groźby Bulmy.Miał już to co chciał i o nic nie musiał się starać Więc nawet będzie mu to na rękę kiedy ta głupia kobieta nie będzie łasiła się do niego każdej nocy
-A niby taka zmęczona- pomyślał
Bulma wiedziała że żaden z jej argumentów na niego nie podziałał ale nie miała zamiaru się poddać
-Jeśli wrócę, a Trunks będzie gdzie indziej niż w swoim łóżeczku albo robił co innego jak spał to zapomnij o tym , że kiedykolwiek będziesz go trenował - i uśmiechnęła się przy tym triumfalnie miała pewność że to na niego podziałało.
-Jeśli zacznie beczeć to co ? Przylecieć do ciebie ? - spytał gniewnie.
Miała go a on nie mógł się z tym pogodzić. Durna kobieta!
-Zaśpiewaj mu- powiedziała mu groteskowo Bulma , a widząc jego minę dodała -Kołysankę o białych smokach powinieneś już ją znać- skończyła wsiadając do samolotu.
-Już mi go szkoda - powiedziała Chi-chi smutnym tonem
-Trunksa czy Vegety ? - odpowiedziała jej Bulma bo wiedziała że to pytanie jest bezsensu po czym obie zachichotały.
Vegeta posępnie wrócił do środka domu , rozejrzał się po salonie w poszukiwaniu rodziców Bulmy , którym od razu podrzucił by Trunksa , ale nikogo nie było w zasięgu wzroku .
-Może ci pomóc ?- usłyszał niski głos pod ścianą
-Nie potrzebuje pomocy
-Czyżby ?
-Nie potrzebuje- syknął Vegeta- Poza tym , co taki zieleniec mógłby wiedzieć o dzieciach?
Piccolo założył ręce na piersiach i odsłonił swoje spiczaste zęby w ironicznym uśmiechu
-Jakoś z małym Gohanem poszło mi dość dobrze
- Zostawić pięcioletnie dziecko na pustkowiu , bardzo wychowawcze - odpowiedział mu Vegeta robiąc krok w juego stronę.
-A ciebie pewnie przytulali i całowali , co ? Małpko ?- po tych słowach Piccolo odbił się lekko od podłogi i wyleciał przez frontowe drzwi.
-Debil- syknął Vegeta i poszedł na górę . Gdy wszedł do pokoju usłyszał lekkie oddychanie śpiącego malucha , podszedł po cichu do małego białego łóżeczka i prychnął.
-Guuuu- Trunks otworzył oczy i wpatrywał się w stojącego nad nim Vegetę
-Nie będę ci śpiewał - burknął i odwrócił się w stronę okna. Szybko odwrócił głowę w stronę Trunksa gdy ten zaczął przeraźliwie płakać . Saianin w obawie że mały zaraz zamieni się w SSJ wziął z półki pierwszego lepszego pluszaka i cisnął go małemu do rączek, ale to nic nie pomogło .
-Cicho! - dalej nic -Bądź cicho !- Trunks nic dalej sobie z tego nic nie robił.
-Może pójdę po niego - Mr. Briefs podniósł się znad swojego nowego wynalazku zwracając się do swojej żony przeglądającej się w lustrze na toaletce.
-Bulma prosiła żeby nie reagować na nic , Vegi sobie poradzi. Albo on albo Trunks- odpowiedziała mężowi z uśmiechem.
Piętro wyżej Saiyanin wychodził z siebie żeby uspokoić małego , ale nic nie pomagało. Musiał go wziąć na ręce. Ostrożnie podszedł do niego i schylił się do łóżeczka , skrzywił się jakby patrzył na coś wyjątkowo brzydkiego. Wziął małego pod paszki i uniósł do góry - Trunks dalej płakał - No cicho ! - Vegeta przybliżył małego do swojego ramienia , nie zauważył śliny wypływającej z jego ust wprost na swoją koszulkę.
- Były sobie głupie smoki... - zaczął po cichu Vegeta swoją wersję kołysanki- Jeden durny smok zeżarł Kakarotto - to powiedział już bardziej rytmicznie - Drugi smok podpalił głupiego żółwia - to już bardziej przypominało nieudolne śpiewanie - Trzeci smok połknął ciotę Yamchę - Vegeta uśmiechnął się dumny ze swojej oryginalnej pomysłowości do układania dziecięcych piosenek , a może dlatego że Trunks zaciekawiony słuchał go w ciszy -Czwarty smok wszamał głupią matkę , ale zaraz wypluł bo była za tłusta aa - Trunks zrobił skrzywioną minę- A piąty smok chciał zjeść ciebie ale przyszedł tata i dał mu fangę w ryj - mały uśmiechnął się szeroko i wydał z siebie dźwięk podobny do śmiechu po czym zamknął oczy i zasnął.
-No - mruknął Vegeta i położył małego na swojej poduszce po czym wymęczony tym że żyje położył się koło niego i zanim pomyślał o tym że właśnie prawie śpiewał - zasnął.
Bulma wróciła trochę później niż planowała , od razu została poinformowana o tym co się stało i co zrobił Vegeta , żałując że nie włączyła kamerującej niani popędziła na górę po cichu weszła do pokoju i zamarła.
Na ich łóżku leżał Vegeta a do niego przytulony Trunks , dziewczyna chciała zawyć ze szczęścia ale powstrzymała się i przełożyła dzieciątko do łóżeczka. Vegeta zerwał się .
-Cichooo - Bulma przyłożyła palec do ust
-No właśnie cicho , nic nie widziałaś - burknął Vegeta
-Dziękuję - szepnęła Bulma całując wojownika w policzek.
-Pft !.
sobota, 23 marca 2013
środa, 20 marca 2013
Rozdział 7
Bulmie zbierało się na wymioty patrząc na te wszystkie sfrustrowane ciężarne kobiety z brzuchami sięgającymi im prawie do kolan. Każda jak najszybciej chciała dostać się do gabinetu lekarza bo przecież "Ileż można pozwolić czekać kobiecie w ciąży?!" i ci wszyscy tatusiowie siłą zatargani do prywatnej kliniki w północnym mieście , biedni siedzieli ze spuszczonymi głowami na pewno teraz woleli by siedzieć za biurkami swoich wielkich biurowców gapiąc się w skaczące monitory swoich laptopów niż być tutaj i wysłuchiwać narzekać swoich żon.
-Popatrz pani na te tutaj - kobieta w wielkiej flanelowej koszuli z pomarańczowymi włosami szturchnęła siedzącą koło siebie "koleżankę" - Taka posiniaczona , pewnie mąż ją bije a w domu ma całą gromadę dzieci . Tak to jest jak zachodzi się w ciąże i wychodzi za mąż mając 17 lat - mówiła ta druga nie zwracając uwagę na to że Bulma o której gadają siedzi na przeciwko nich i udaje że nic nie słyszy -Wstyd ! Ten jej darmozjad pewnie teraz siedzi przed telewizorem i popija piwo nie ma pojęcia że jego żona znów jest w ciąży- po tych słowach kobieta we flanelowej koszuli wyjęła telefon komórkowy Korporacji Kapsuła.
-Pani Bulma Briefs - odezwał się lekarz wychodzący z drzwi gabinetu uśmiechający się od ucha do ucha do wchodzącej do środka dziewczyny.
-Bulma nic ci nie jest , wszystko w porządku ?-Chi-chi dobijała się do drzwi swojej łazienki w obawie o swoją przyjaciółkę
-Taaak- wydyszała Bulma kuląc się przy desce klozetowej ocierając twarz papierowym ręcznikiem.
-Masz to ci pomoże- powiedziała Chi-chi podając przyjaciółce kubek herbaty
-Mmm .. już mi lepiej
Bulma i Chi-chi siedziały w domku w górach rozmawiając o różnych babskich sprawach. Chi-Chi skarżyła się niebieskowłosej na swojego syna i męża , że przez ich głupoty z treningami młodu opuścił się w nauce, że Goku nie poświęca już jej tyle czasu co kiedyś , oraz ulubiony temat do nażekań jej młodszej przyjaciółki - "dlaczego on się nie starzeje a jej przybywa coraz więcej zmarszczek."
Lecz do niebieskowłosej mało dochodziło , siedziała wpatrzona w iałe obłoki płynące ponad nieośnieżonymi góramkii myślała o tych wszystkich nadętych kobietach w klinice , zadufanych w sobie snobek, które wpychały się w kolejkę innym mniej chamskim kobietom i te ich rozmowy na jej temat , te obraźliwe słowa , snucie domysłów na temat jej męża nieroba , który ją maltretuje spotęgowały jeszcze bardziej myśli o Vegecie - "Gdzie on może być"- myślała.
-Bulma ? Słuchasz mnie ?
-Taa... TAK ! słucham
-Co ci mówił lekarz - spytała Chi-chi
-Dopytywał o ojca dziecka i coś o genach i o złym trybie życia - ciągnęła beznamiętnie Bulma jakby właśnie podawała przyjaciółce przepis na jajko.
-A co mówiłaś o ojcu ?- spytała nagle Chi-Chi
-Wcisnęłam mu kit o tym że jestem już stara i że przydałoby się mieć kogoś na stare lata i że dawca był anonimowy.
Chi-chi zrobiła wymowną minę znaczącą "Jak tak mogłaś?!" co Bulma zlekceważyła i mówiła dalej
- Mówił oś o tym że płód się za szybko rozwija i że to jest kwestia genów dlatego zaciekawił go ojciec , a później stwierdził że jeśli tak to mój tryb życia jest zły dlatego mój 8 tygodniowy bobas wygląda na 20 paru tygodniowego. No ale co ja mam mu powiedzieć Ch-chi ? Mój facet to książę Saiyan kiedyś chciał nas wyzabijać i sprzedać naszą planetę ale teraz jest przemiły , więc proszę się nie zdziwić , że jeśli urodzę syna to będzie miał jaskrawo złote włosy i od razu zacznie latać i pożerać kilka kilogramów mięsa na raz . - po tych słowach obie kobiety wybuchnęły śmiechem.
-Gdzie jest Goku ?- Bulma podstępem zmieniła temat
-Trenuje gdzieś w górach , przychodzi co kilka godzin coś zjeść , kilka razy próbował zabrać ze sobą Gohana, ale przekonałam go że on ma się uczyć a nie rozwalać dłonią skały.
-i w tym w ogóle nie miałąś racji - usłyszały za sobą głos Goku i szybko odwróciły głowy w jego stronę, stał oparty o futrynę drzwi frontowych z prawą ręką w swoich czarnych włosach i głupią miną, którą uie robić tylko on sam-Jak się masz Bulmo ?
-Bobrze dziękuję-odpowiedziała dziewczyna
-A jak tam mały Veguś?- spytał Goku podchodząc do stołu i robiąc głupie miny do jej brzucha
-Skąd Ty ?!-Bulma otworzyła szeroko oczy ze zdumienia patrząc pytająco na Chi-chi, ale ona pokazała oczami , że nic na ten temat nie wie.
-Nooo wiesz , skoro mieszkacie razem - Goku próbował wyjść jakoś z tej sytuacji nie mógł przecież pwoeidzieć Bulmie prawdy , a widząc jej wzrok wymyślił na poczekaniu szybką wymówkę , która prawdę mówiąc była rzeczywistością- Czuję jego energię
-Jego ?
-Tak to na pewno jest chłopak , czuję jego energię i jest ona sporo większa od siły Yamchy a co dopiero jego dziecka , więc mamy rozwiązanie - na twarzy Goku pojawił się szeroki uśmiech.
Bulma odpowiedziała tym samym . Chwilę później wyszła przed mały domek rodziny Son żegnając się ze swoimi przyjaciółmi jednocześnie rzucając na ziemię jedną ze swoich kapsuł.
**
Prawie w ogóle go nie pamiętam , ale jedyne co utkwiło mi w pamięci to to że był inny.
Trunks był starszym ode mnie wojownikiem, a jak na swoje 16 lat wyglądał bardzo dojrzale.
Nie chciał robić tego co każe mu mój ojciec i inni wodzowie. Był sierotą od zawsze , żeby przetrwać musiał zabijać , musiał pokazać władcy że jest czegoś wart.
-Trunks pokaż mi jak walczyć- każdego dnia kiedy młody wojownik przychodził do pałacowych ogrodów opowiadać mi różne historie i strugać drewniane zabawki męczyłem go aby zdradził mi tajniki walk
-Książe Vegeto kiedyś będziesz błogosławił czas kiedy miałeś 4 lata i mogłeś beztrosko bawić się wśród komnat.Za rok rozpoczniesz swój trening teraz ciesz się tym czasem.- odpowiadał mi za każdym razem mój przyjaciel uśmiechając się szeroko i targając moje włosy.
Nie pamiętam prawie nic z czasów przed treningami z czasów kiedy był Trunks. Był ponieważ niedługo przed moimi 5 urodzinami zlekceważył rozkaz mego ojca i przypłacił to życiem.
Słyszałem to z ust innym małych rekrutów.
Wiele tysięcy kilometrów od północnego miasta wycieńczony i brudny Vegeta szlifował każdy cios , każdą technikę walki, ulepszał się .Raz za razem zmieniał się w Super Saiyanina co jeszcze bardziej wyczerpywało jego siły.Każdego wieczoru przylatywał pod posiadłość Kapsuła żeby patrzeć na swoją ukochaną, która coraz bardziej była zmęczona i smutna , nie chodziła na swoje maratony po centrach handlowych kupując wszytskie napotkane świecidełka i kolorowy szmatki. Tęsknił za nią ale wiedział że nie może do niej wrócić- do przybycia cyborgów został okrągły rok , całe 12 miesięcy żeby przygotować się na ocalenie tego całego dziwnego świata. Ale po co ?
Żeby pokazać pajacom kto jest najsilniejszy- nie obchodził go los Ziemi.
Minął miesiąc , drugi a potem trzeci Bulma zniknęła z domu .'Pewnie wyjechała do jakiegoś sanatorium ostatnio zrobiła się bardzo gruba". Tak że nie potrafiła sama chodzić . I całe stada tych jej przyjaciół cały czas jej pomagających i przynoszących te małe niebieskie ubranka!
-Na co jej to ?!Nie jest za stara żeby bawić się lalkami ?- powiedział do siebie wyrzucając kulę energii w pobliskie wzgórze.-Użala się pewnie nad sobą i dlatego ci kretyni jej tak pomagają. Głupia kobieta !
Znów minęło kilka miesięcy aż nadszedł przed dzień przybycia cyborgów. Vegeta wcześniej niż zwykle latał w około CC by podglądać Bulmę. I nagle wyczuł obcą energię - bardzo silna lecz aura jaka ją otaczała była bardzo dziwna taka ... jak u dziecka.
Energię syna Goku znał doskonale a ta energia była potężniejsza - o wiele.
Saiyanin postanowił sprawdzić kto znajduję się w domu poza Bulmą i jej rodzicami. Wylądował przed frontowymi drzwiami i ujrzał Bulmę schylającą się nad czymś co wydawało z siebie dziwne odgłosy, Vegeta ruszył w jej stronę , chciał dotknąć jej ramienia ale dziewczyna przywitała go pierwsza.
-O jesteś- i mówiąc to wstała a oczom Vegety ukazał się malutki chłopczyk z fioletowo grzywką wystającą spod małej czapeczki z dwoma małymi różkami.
-Co to jest ?! -spytał Vegeta z szeroko rozwartymi ustami wskazując na bobasa patrzącego wprost na niego puszczając bańki ze śliny.
-Dziecko
-To widzę , że dziecko , nie jestem idiotą , skąd je wzięłaś?-wojownik stał jak wryty dalej wskazując palcem na malucha
-Vegeta na prawdę nie wiesz skąd się biorą dzieci? - Bulma z irytacją spytała biorąc malca na ręce, który nadal był zajęty puszczaniem baniek.
-Aha ! Czyli ty i ta ciota Yamcha dalej jesteście parą ? Super ! To teraz idę po swoje rzeczy - powiedział beznamiętnie Vegeta i ruszył w stronę schodów. Bulma odpowiedziała na to tylko ironicznym uśmiechem bo przecież "Jakie rzeczy może mieć tutaj Vegeta ?".
Wojownik najwyraźniej doszedł do tego samego wniosku bo zatrzymał się i odwrócił w stronę kobiety trzymającej na rękach dziecko.Mały kogoś mu przypominał. Miał taki sam wyraz twarzy i kolor włosów jak ten chłopak z przyszłości...
-Czyj to dzieciak- przerwał nagle swoje przemyślenia.
-Nasz
-Na pewno nie mój- powiedział Vegeta nalewając sobie sok.
-Zobaczymy- mruknęła i w tym samym momencie rzuciła dziecko w stronę Vegety , który z przerażenie wypuścił z rąk szklankę ,a bobas spokojnie zatrzymał się przy twarzy Vegety i w powietrzy wrócił na ręce swojej mamy- Widzisz?-spytała rozradowana podając maluchowi butelkę mleka.
-Pft! Yamcha też lata-mruknął Vegeta
-Taak ? To popatrz na to-Bulma rozpromieniła się jeszcze bardziej wiedząc że ten argument na pewno przekona jej faceta i posadziła synka na podłodze przy czym szybkim ruchem zabrała mu butelkę. Rozległ się przeraźliwy płacz. Maluch zakrywał sobie oczy i unosił małe pulchne rączki do góry. Nagle wszystkie żyrandole zaczęły się kołysać a gniazdka prądowe syczeć. Bobas z impetem opuścił swoje małe rączki na ziemię i w tym momencie jego czapeczka upadła na ziemię a oczom dwójki dorosłych ukazała się bujna złota czupryna, a oczy dziecka z czarnej przybrały kolor głębokiego błękitu.
Bulma popatrzyła na Vegetę na jego twarzy malowało się zdziwienie , przerażenie , ale też duma - z jedynego syna , który w tej chwili jako półroczny bobas zmienił się w Super Saiyanina. Dziewczyna podeszła do swojego dziecka i oddała mu jego butelkę mały pociągnął kilka łyków i upadł śpiący na miękki kocyk.
-Jak ma na imię ?- spytał po cichu Vegeta
-Właściwie to nadal się zastanawiam- odpowiedziała mu Bulma - Może sam coś wymyśl rzuciła wychodząc do ogrodu
Vegeta podszedł do niej popatrzył w jej błękitne oczy i cicho powiedział
-Trunks
-A kto to jest Trunks? - spytała go przybliżając swoje wargi do warg wojownika.
-Nie pamiętam- odparł Vegeta zagłębiając się w głębokim pocałunku ze swoją ukochaną .
ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ MOJEMU MĘŻOWI ,
KTÓRY UWAŻA TO ZA PIERDOŁY ;)
-Popatrz pani na te tutaj - kobieta w wielkiej flanelowej koszuli z pomarańczowymi włosami szturchnęła siedzącą koło siebie "koleżankę" - Taka posiniaczona , pewnie mąż ją bije a w domu ma całą gromadę dzieci . Tak to jest jak zachodzi się w ciąże i wychodzi za mąż mając 17 lat - mówiła ta druga nie zwracając uwagę na to że Bulma o której gadają siedzi na przeciwko nich i udaje że nic nie słyszy -Wstyd ! Ten jej darmozjad pewnie teraz siedzi przed telewizorem i popija piwo nie ma pojęcia że jego żona znów jest w ciąży- po tych słowach kobieta we flanelowej koszuli wyjęła telefon komórkowy Korporacji Kapsuła.
-Pani Bulma Briefs - odezwał się lekarz wychodzący z drzwi gabinetu uśmiechający się od ucha do ucha do wchodzącej do środka dziewczyny.
-Bulma nic ci nie jest , wszystko w porządku ?-Chi-chi dobijała się do drzwi swojej łazienki w obawie o swoją przyjaciółkę
-Taaak- wydyszała Bulma kuląc się przy desce klozetowej ocierając twarz papierowym ręcznikiem.
-Masz to ci pomoże- powiedziała Chi-chi podając przyjaciółce kubek herbaty
-Mmm .. już mi lepiej
Bulma i Chi-chi siedziały w domku w górach rozmawiając o różnych babskich sprawach. Chi-Chi skarżyła się niebieskowłosej na swojego syna i męża , że przez ich głupoty z treningami młodu opuścił się w nauce, że Goku nie poświęca już jej tyle czasu co kiedyś , oraz ulubiony temat do nażekań jej młodszej przyjaciółki - "dlaczego on się nie starzeje a jej przybywa coraz więcej zmarszczek."
Lecz do niebieskowłosej mało dochodziło , siedziała wpatrzona w iałe obłoki płynące ponad nieośnieżonymi góramkii myślała o tych wszystkich nadętych kobietach w klinice , zadufanych w sobie snobek, które wpychały się w kolejkę innym mniej chamskim kobietom i te ich rozmowy na jej temat , te obraźliwe słowa , snucie domysłów na temat jej męża nieroba , który ją maltretuje spotęgowały jeszcze bardziej myśli o Vegecie - "Gdzie on może być"- myślała.
-Bulma ? Słuchasz mnie ?
-Taa... TAK ! słucham
-Co ci mówił lekarz - spytała Chi-chi
-Dopytywał o ojca dziecka i coś o genach i o złym trybie życia - ciągnęła beznamiętnie Bulma jakby właśnie podawała przyjaciółce przepis na jajko.
-A co mówiłaś o ojcu ?- spytała nagle Chi-Chi
-Wcisnęłam mu kit o tym że jestem już stara i że przydałoby się mieć kogoś na stare lata i że dawca był anonimowy.
Chi-chi zrobiła wymowną minę znaczącą "Jak tak mogłaś?!" co Bulma zlekceważyła i mówiła dalej
- Mówił oś o tym że płód się za szybko rozwija i że to jest kwestia genów dlatego zaciekawił go ojciec , a później stwierdził że jeśli tak to mój tryb życia jest zły dlatego mój 8 tygodniowy bobas wygląda na 20 paru tygodniowego. No ale co ja mam mu powiedzieć Ch-chi ? Mój facet to książę Saiyan kiedyś chciał nas wyzabijać i sprzedać naszą planetę ale teraz jest przemiły , więc proszę się nie zdziwić , że jeśli urodzę syna to będzie miał jaskrawo złote włosy i od razu zacznie latać i pożerać kilka kilogramów mięsa na raz . - po tych słowach obie kobiety wybuchnęły śmiechem.
-Gdzie jest Goku ?- Bulma podstępem zmieniła temat
-Trenuje gdzieś w górach , przychodzi co kilka godzin coś zjeść , kilka razy próbował zabrać ze sobą Gohana, ale przekonałam go że on ma się uczyć a nie rozwalać dłonią skały.
-i w tym w ogóle nie miałąś racji - usłyszały za sobą głos Goku i szybko odwróciły głowy w jego stronę, stał oparty o futrynę drzwi frontowych z prawą ręką w swoich czarnych włosach i głupią miną, którą uie robić tylko on sam-Jak się masz Bulmo ?
-Bobrze dziękuję-odpowiedziała dziewczyna
-A jak tam mały Veguś?- spytał Goku podchodząc do stołu i robiąc głupie miny do jej brzucha
-Skąd Ty ?!-Bulma otworzyła szeroko oczy ze zdumienia patrząc pytająco na Chi-chi, ale ona pokazała oczami , że nic na ten temat nie wie.
-Nooo wiesz , skoro mieszkacie razem - Goku próbował wyjść jakoś z tej sytuacji nie mógł przecież pwoeidzieć Bulmie prawdy , a widząc jej wzrok wymyślił na poczekaniu szybką wymówkę , która prawdę mówiąc była rzeczywistością- Czuję jego energię
-Jego ?
-Tak to na pewno jest chłopak , czuję jego energię i jest ona sporo większa od siły Yamchy a co dopiero jego dziecka , więc mamy rozwiązanie - na twarzy Goku pojawił się szeroki uśmiech.
Bulma odpowiedziała tym samym . Chwilę później wyszła przed mały domek rodziny Son żegnając się ze swoimi przyjaciółmi jednocześnie rzucając na ziemię jedną ze swoich kapsuł.
**
Prawie w ogóle go nie pamiętam , ale jedyne co utkwiło mi w pamięci to to że był inny.
Trunks był starszym ode mnie wojownikiem, a jak na swoje 16 lat wyglądał bardzo dojrzale.
Nie chciał robić tego co każe mu mój ojciec i inni wodzowie. Był sierotą od zawsze , żeby przetrwać musiał zabijać , musiał pokazać władcy że jest czegoś wart.
-Trunks pokaż mi jak walczyć- każdego dnia kiedy młody wojownik przychodził do pałacowych ogrodów opowiadać mi różne historie i strugać drewniane zabawki męczyłem go aby zdradził mi tajniki walk
-Książe Vegeto kiedyś będziesz błogosławił czas kiedy miałeś 4 lata i mogłeś beztrosko bawić się wśród komnat.Za rok rozpoczniesz swój trening teraz ciesz się tym czasem.- odpowiadał mi za każdym razem mój przyjaciel uśmiechając się szeroko i targając moje włosy.
Nie pamiętam prawie nic z czasów przed treningami z czasów kiedy był Trunks. Był ponieważ niedługo przed moimi 5 urodzinami zlekceważył rozkaz mego ojca i przypłacił to życiem.
Słyszałem to z ust innym małych rekrutów.
Wiele tysięcy kilometrów od północnego miasta wycieńczony i brudny Vegeta szlifował każdy cios , każdą technikę walki, ulepszał się .Raz za razem zmieniał się w Super Saiyanina co jeszcze bardziej wyczerpywało jego siły.Każdego wieczoru przylatywał pod posiadłość Kapsuła żeby patrzeć na swoją ukochaną, która coraz bardziej była zmęczona i smutna , nie chodziła na swoje maratony po centrach handlowych kupując wszytskie napotkane świecidełka i kolorowy szmatki. Tęsknił za nią ale wiedział że nie może do niej wrócić- do przybycia cyborgów został okrągły rok , całe 12 miesięcy żeby przygotować się na ocalenie tego całego dziwnego świata. Ale po co ?
Żeby pokazać pajacom kto jest najsilniejszy- nie obchodził go los Ziemi.
Minął miesiąc , drugi a potem trzeci Bulma zniknęła z domu .'Pewnie wyjechała do jakiegoś sanatorium ostatnio zrobiła się bardzo gruba". Tak że nie potrafiła sama chodzić . I całe stada tych jej przyjaciół cały czas jej pomagających i przynoszących te małe niebieskie ubranka!
-Na co jej to ?!Nie jest za stara żeby bawić się lalkami ?- powiedział do siebie wyrzucając kulę energii w pobliskie wzgórze.-Użala się pewnie nad sobą i dlatego ci kretyni jej tak pomagają. Głupia kobieta !
Znów minęło kilka miesięcy aż nadszedł przed dzień przybycia cyborgów. Vegeta wcześniej niż zwykle latał w około CC by podglądać Bulmę. I nagle wyczuł obcą energię - bardzo silna lecz aura jaka ją otaczała była bardzo dziwna taka ... jak u dziecka.
Energię syna Goku znał doskonale a ta energia była potężniejsza - o wiele.
Saiyanin postanowił sprawdzić kto znajduję się w domu poza Bulmą i jej rodzicami. Wylądował przed frontowymi drzwiami i ujrzał Bulmę schylającą się nad czymś co wydawało z siebie dziwne odgłosy, Vegeta ruszył w jej stronę , chciał dotknąć jej ramienia ale dziewczyna przywitała go pierwsza.
-O jesteś- i mówiąc to wstała a oczom Vegety ukazał się malutki chłopczyk z fioletowo grzywką wystającą spod małej czapeczki z dwoma małymi różkami.
-Co to jest ?! -spytał Vegeta z szeroko rozwartymi ustami wskazując na bobasa patrzącego wprost na niego puszczając bańki ze śliny.
-Dziecko
-To widzę , że dziecko , nie jestem idiotą , skąd je wzięłaś?-wojownik stał jak wryty dalej wskazując palcem na malucha
-Vegeta na prawdę nie wiesz skąd się biorą dzieci? - Bulma z irytacją spytała biorąc malca na ręce, który nadal był zajęty puszczaniem baniek.
-Aha ! Czyli ty i ta ciota Yamcha dalej jesteście parą ? Super ! To teraz idę po swoje rzeczy - powiedział beznamiętnie Vegeta i ruszył w stronę schodów. Bulma odpowiedziała na to tylko ironicznym uśmiechem bo przecież "Jakie rzeczy może mieć tutaj Vegeta ?".
Wojownik najwyraźniej doszedł do tego samego wniosku bo zatrzymał się i odwrócił w stronę kobiety trzymającej na rękach dziecko.Mały kogoś mu przypominał. Miał taki sam wyraz twarzy i kolor włosów jak ten chłopak z przyszłości...
-Czyj to dzieciak- przerwał nagle swoje przemyślenia.
-Nasz
-Na pewno nie mój- powiedział Vegeta nalewając sobie sok.
-Zobaczymy- mruknęła i w tym samym momencie rzuciła dziecko w stronę Vegety , który z przerażenie wypuścił z rąk szklankę ,a bobas spokojnie zatrzymał się przy twarzy Vegety i w powietrzy wrócił na ręce swojej mamy- Widzisz?-spytała rozradowana podając maluchowi butelkę mleka.
-Pft! Yamcha też lata-mruknął Vegeta
-Taak ? To popatrz na to-Bulma rozpromieniła się jeszcze bardziej wiedząc że ten argument na pewno przekona jej faceta i posadziła synka na podłodze przy czym szybkim ruchem zabrała mu butelkę. Rozległ się przeraźliwy płacz. Maluch zakrywał sobie oczy i unosił małe pulchne rączki do góry. Nagle wszystkie żyrandole zaczęły się kołysać a gniazdka prądowe syczeć. Bobas z impetem opuścił swoje małe rączki na ziemię i w tym momencie jego czapeczka upadła na ziemię a oczom dwójki dorosłych ukazała się bujna złota czupryna, a oczy dziecka z czarnej przybrały kolor głębokiego błękitu.
Bulma popatrzyła na Vegetę na jego twarzy malowało się zdziwienie , przerażenie , ale też duma - z jedynego syna , który w tej chwili jako półroczny bobas zmienił się w Super Saiyanina. Dziewczyna podeszła do swojego dziecka i oddała mu jego butelkę mały pociągnął kilka łyków i upadł śpiący na miękki kocyk.
-Jak ma na imię ?- spytał po cichu Vegeta
-Właściwie to nadal się zastanawiam- odpowiedziała mu Bulma - Może sam coś wymyśl rzuciła wychodząc do ogrodu
Vegeta podszedł do niej popatrzył w jej błękitne oczy i cicho powiedział
-Trunks
-A kto to jest Trunks? - spytała go przybliżając swoje wargi do warg wojownika.
-Nie pamiętam- odparł Vegeta zagłębiając się w głębokim pocałunku ze swoją ukochaną .
ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ MOJEMU MĘŻOWI ,
KTÓRY UWAŻA TO ZA PIERDOŁY ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)