środa, 3 września 2014

.

Hallo :)
Jest tu jeszcze ktoś ? :>
Chciała bym wrócić po długiej  nieobecności i chciałam spr czy ktoś tu jeszcze zaglada, pamięta , łot ewer :)
Czekam na odzew :) tym czasem majin Veg na dobranoc :)

PP

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Jingle KI !

                    Kochani Moi !

Z racji tego, że zbliżają się święta życzę Wam abyście byli zawsze silni i uśmiechnięci jak Goku, cwani i honorowi jak Vegeta i mieli zawsze takich przyjaciół jakim był Kuririn !
Pamiętajcie, że do spełnienia marzeń nie potrzeba Smoczych Kul ! no chyba że kogoś trzeba wskrzesić ;)

Wesołych Świąt !


środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 11

Niebieskowłosa siedziała nad brzegiem basenu wpatrując się w wybiegającego sprzed baru Vegetę. Nie miała ochoty dowiedzieć się dokąd się udał, nie miała ochoty zupełnie na nic. W myślach miała słowa, które wypowiedziała do ukochanego. Ukochanego ? Nie tak o nim już nie będzie mówić, myśleć.
-On mnie już nie kocha- powiedziała do siebie-Byłam jedną z wielu zdobyczy, które miał. Starzeję się , nie wyglądam jak kiedyś, a on ? Ciągłe treningi, treningi i ani jednej blizny , zmarszczki, nic.- natłok myśli związanych z Vegetą nie dawał jej spokoju.- Bulmo !- znów odezwał się głos w jej głowie-Jesteś młoda i piękna, nie daj sobą pomiatać , możesz mieć wszystkich i wszystko ! Jesteś kobietą sukcesu! Dasz radę !- w tym momencie kobieta poderwała się na nogi
- Dam radę !-powiedziała na głos i ruszyła w stronę apartamentu , mając zamiar na zawsze pożegnać Vegetę.
 Od celu dzieliło ją tylko parę kroków , gdy sięgała do torebki po magnetyczną kartę
- Cześć !- usłyszała za sobą tak gwałtowne powitanie że wypuściła z rąk plastikowy klucz
- Czeeść – powiedziała niepewnie schylając się po leżącą na posadzce rzecz i w tym momencie na ścieżce swojego wzroku napotkała najpiękniejsze niebieskie oczy jakie kiedykolwiek widziała. Przypominały jej morze dookoła wyspy Mistrza Roshi. Mogłaby przysiąc że należą do Vegety, gdyby nie ten błękit pełen spokoju i łagodności , tak inny od błękitu oczu Super Saiyanina , szaleńczego i brutalnego.
-Bulma tak ? – zapytały oczy wstając i podając jej kartę
- Tak , a ty ? – odpowiedziała oszołomiona Bulma także wstając
- Jestem Akuma*, poznałaś dziś rano mojego młodszego brata Akki** - powiedział mężczyzna ukazując równiutkie i białe jak perły zęby w szerokim uśmiechu.
Bulma stała z otwartą buzią wpatrując się w intrygującego nieznajomego usiłując przypomnieć sobie gdzie mogła poznać dziś owego brata.
- Przy basenie , grubszy blondyn , dość opalony – po tych słowach Niebieskowłosa przypomniała sobie młodego chłopaka silącego się na tani podryw.
- Ah tak pamiętam , wziął mojego syna za mego brata, a mnie za niepełnoletnią siksę
- O tak cały on , mylny w ocenie sytuacji. Choć sam mógłbym przysiąc że nie masz więcej jak 16 lat – powiedział mrużąc oczy
- Przestań – poprosiła Bulma przykładając dłoń do policzka , przy czym bardzo się zarumieniła.
Kobieta lustrowała mężczyznę od góry do doły gdy nagle jej wzrok zatrzymał się na dziwnym kamieniu zawieszonym na starym rzemyku zwisający wzdłuż rozpięcia lnianej koszuli Akumy.
Bulma choć nie miała takiej zdolności wyczuwała od niego wielką energię, bijącą prosto z serca , tam gdzie wisiał kamień , na szerokiej , wyrzeźbionej i ciemnej klatce piersiowej. Być może nie była to nadludzka energia jaką posiadał Vegeta czy Goku, a zwykła moc jaką posiada każdy mężczyzna , moc która powala każdą nawet zatwardziałą w swych przekonaniach kobietę.
- Może wyskoczymy gdzieś na kawę ? – zapytała bez namysłu Bulma , sama nie wiedząc dlaczego to powiedziała.
-A mąż ? – spytał Akuma znów mrużąc oczy.
- Jaki mąż ? Czyj mąż ? – spytała Bulma jakby wyrwana z transu totalnie zapominając o istnieniu Vegety.
- Niski . dobrze zbudowany koleś w dziwnej różowej koszuli ze spiczastymi , czarnymi włosami . Twój mąż.
- Vegeta ? O nie Vegeta to … To jest właśnie mój brat , młodszy . Nie starszy , starszy – dodała uśmiechając się tak głupio że przez chwilę wyglądała dokładnie jak Goku.
- Brat ? Bulma Briefs ma brata ? I to jeszcze tak unikatowego ? – ponownie z ponownie przymrużonymi oczami i szyderczym uśmieszkiem spytał Akuma
- Tak – odpowiedziała mu Bulma znów nie wiedząc dokładnie co robi i dlaczego ukrywa kim jest Vegeta.
- Więc chodźmy – powiedział z uśmiechem mężczyzna i chwycił Bulmę pod ramię.
Niebieskowłosa odwzajemniła tylko uśmiech i poczuła jak niewyjaśniona siła pcha ją z tym mężczyzną. Miała poczucie że wszystko co robi jest słuszne , choć nie ma najmniejszego sensu i nie wie co robi – jest słuszne.
Zapomniała o całym świecie , zapomniała o Trunksie śpiącym pewnie teraz zabawionym przez wynajętą opiekunkę , zapomniała o Vegecie który parę minut wcześniej wbiegł do ich pokoju z zamiarem załagodzenia wybuchu między nimi.
Nie spostrzegła też  młodego chłopaka stojącego na schodach parę metrów od nich. - Jest z Akumą , już czuje. Uda się. Akki  klik klawisza i dźwięk zamykanej klapki telefonu.


- Bulma ? – zawołał Vegeta w trakcie otwierania drzwi – Bulma ! chodź tu natychmiast muszę ci … - Sai
yanin wbiegał powoli do pomieszczeń znajdujących się po drodze do salonu , we wszystkich było pusto - Bulma ! Trunks ! - przez wielkie  rozsuwane drzwi salonu zobaczył cienie klęczącej kobiety podającej coś okrągłego małemu biegającemu dookoła niej chłopczykowi . 
-Kim jesteś ? - Vegeta wparował jak oparzony z krzykiem patrząc na klęczącą wśród mnóstwa zabawek kobietę z długimi , prostymi , czarnymi w łosami , pocieniowanymi tak że końcówki sterczały jej do góry , nawet grzywka podzielona na dwie części unosiła się.  Nieznajoma patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami , za chwilę przymknęła  je  kokieteryjnie.
-Książe Vegeto , jak możesz nie wiedzieć kim jestem - powiedziała cicho otwierając szeroko swoje wielkie czarne oczy. W tej samej chwili Saiyanin poczuł energię bijącą od nieznajomej , wielką energię, której nie czuł od tak dawna , od kiedy pierwszy raz zobaczył Goku na ziemi 
-Jesteś ..- zająkną się przez chwilę -Saiyanką, Mashra*** - zamknął oczy spoglądając gdzieś daleko w przestrzeni i czasie.
 
   -Na prawdę nie mam ochoty poznawać żadnej nowej kobiety , nie mam czasu , nie chcę ojcze- szedłem za moim królem długim wąskim korytarzem w pałacu. Chciał przedstawić mi jakąś następną jędze .Po co ? Będzie odrywała mnie od treningu , zagadując , wyśmiewając , ciągnąc na głupie spacery , idiotycznie.
-Książe -powiedział ojciec - Za niedługo osiągniesz pełnoletność , ja w tym wieku już zostałem przedstawiony twojej matce i nawet nie ważyłem się sprzeciwić ojcu. Miałem świadomość tego, że kiedyś tron Vegety będzie mój , a wtedy potzrebny mi będzie następca , a bez kobiety mieć go nie będę . -Ale ja jej nie potrzebuję ! Ja jej nie ... - zacząłem ale w tym momencie poczułem nagły atak z tyłu i ból w karku , odwróciłem się szybko przygotowany na każdy atak , zobaczyłem rozmyty kształt człowieka , mężczyzny , choć był tak jakby bardziej zgrabniejszy , wyćwiczony , smukły. Znów ten sam ból , żelazny smak krwi w ustach. Stanąłem spokojnie , zapominając o stojącym niedaleko ojcu , wczułem się w przestrzeń , chcąc wyczuć najdrobniejsze drganie powietrza .
- Podnosisz rękę na Księcia !- krzyknąłem w głuchą pustkę nagle wyciągając rękę. Chwyciłem coś , kogoś, czyjąś rękę . Myliłem się to nie był mężczyzna. Jej nadgarstek był tak delikatny że jednym ruchem swojej ręki mógłbym go złamać. Nie wierzyłem że z niej wychodziły tak mocne i szybkie ciosy , była nie zauważalna. -Vegeto- zaczął mój ojciec -To Mashra , najlepsza wojowniczka , twoja przyszła żona.

-Kope lat hm ?- kobieta wstała spośród zabawek biorąc na ręce Trunksa -Fajny dzieciak , mocny - powiedziała oddając go Vegecie. Saiyanin bez słowa odniósł malca do sypialni.
- Następca tronu Vegety, nie istniejącej Vegety, byłby jeszcze silniejszy gdyby jego matką była Sayianka , nie podła ziemianka , od kiedy to lubujesz się w mieszańcach , Książę ?- Mashra ciągnęła temat gdy wojownik wrócił do salonu.
-Dlaczego tu jesteś ?- spytał krótko Vegeta , w jego głosie odczuć można było strach , ból i obrzydzenie.
-Chcę odzyskać to co mi się należy.
-Jak sama wspomniałaś Vegety już nie ma więc możesz wracać tam skąd przyszłaś.
- Nie chce już tronu - powiedziała cicho kobieta wyciągając telefon z kieszeni swoich obcisłych , czarnych skórzanych spodni. Otworzyła klapkę , przeczytała kilka słów pojawiających się na ekranie. Złowieszcza radość namalowała się na jej ustach gdy zamknęła klapkę. -Chcę to co zawsze mi się należało- zrobiła dwa szybkie lecz wdzięczne kroki w stronę wojownika - Chcę ciebie Książę , z powrotem. - mówiąc to pocałowała namiętnie mężczyznę, czującego nagłą falę nienaturalnego gorąca.
_______________________________________
* jap. zły duch
** jap. nazewnictwo demonów
*** z racji tego że mieszkańcy Vegety imiona mają od warzyw nasza pani schwarz charakter ma na imię Mashra od słowa mushrooms czyli grzyby ;)


  Dzisiaj tak krótko kochani , podłączyli mi dziś znowu neta więc mogę coś skrobać na bieżąco. Mam nadzieję że ten kawałeczek jest treściwy i zeżre Was ciekawość co z tym zrobię dalej ;)
A niech Was zżera !

kocham was !

PP


niedziela, 1 września 2013

Rozdział 10

-Twój syn właśnie zmienił się przy wszystkich w super sayianina !- wykrzyczała Bulma wpadając do hotelowego pokoju z głośnych hukiem zatrzaskających się drzwi.
-Serio !?- Vegeta zerwał się sprzed 42" telewizora -I co ?
-I nico Vegeta zabrałam go stamtąd jakby go ktoś zobaczył - odpowiedziała mu Bulma wycierając Trunksa puchatym ręcznikiem i układając wykonczonego stratą dużej ilości energi do łóżeczka.
-Pft!.- Sayianin wrócił do swojego zajęcia.
Bulma wpatrywała się w niego przez krótką chwilę po czym powoli zaczęła zdejmować swoje krótkie lniane szorty , jak gdyby nikogo tam nie było. Wysunęła jedną nogę z leżącej na podłodze garderoby poczuła na sobie wzrok Vegety.
-Nie Vegeta ! - pomyślał Sayianin dalej wpatrując się w nadal rozbierającą się partnerkę-Ale tylko chwileczkę ..- myślał bardziej gorączkowo gdy widział Bulmę w samych koronkowych figach kokieteryjnie kierującą się w stronę łazienki-NIE !-krzyknął już nie w myślach. Błękitnowłosa szybko odwróciła głowę machinalnie zakrywając swój biust.
-Co ?-spytała widząc że nic się  nie dzieję
-Głupi pilot!- i Vegeta roztrzaskał mały przyrząd przypominający minikalkulator o ścianę.
-Co ? - powtórzyła Bulma
-Nie działa -odpowiedział jej Książe z niewinna miną.
-Może dlatego że TO - wskazała na resztki urządzenia -Był GPS , a TEN telewizor - wskazała na ścianę - działa na gesty i głos - powiedziała Bulma i wyszła do łazienki.
-Co mu się stało ? - pytała gorączkowo samą siebie odkręcając strumień zimnej wody - To nie jest normalne.
Po długim i pełnym rozmyślań prysznicu Bulma postanowiła raz na zawsze wszytsko wyjaśnić sobie z Vegetą
-Vegeta !- krzyknęła Bulma wychodząc z kabiny prysznicowej.-Vegetaaa !
-Co się drzesz głupia bachor śpi - usłyszała spokojny głos za uchylonymi drzwiami
-Nie nazywaj go tak to twój syn
-Pft!
-Jak tak możesz twój ojciec i matka też mówili o tobie bachor -spytała gniewnie Bulma
-Coś w tym stylu- powiedział Saiyanin dalej stojąc za drzwiami
-Jak .. ?- chciała zadać kolejne pytanie Bulma ale wojownik jej przerwał
-Na Vegecie nikogo nie interesowały dzieci. Jeśli jakieś się urodziło to było wychowywane przez tylko i wyłącznie matki do ukończenia 5 roku życia , ale one też ich nie rozpieszczały.
-A twoja matka jaka była ?
-Nie pamiętam- rzucił tylko Vegeta lecz Bulma w jego głosie wyczuła jakiś inny ton.
-Nie możliwe musisz coś pamiętać Vegeta powiedz - Bulma zbliżyła się do drzwi i lekko je pchnęła , przed nią stał dumny wojownik .
-Odejdź kobieto !
-Proszę powiedz , jaka ona była.
- Pft, taka jak wszyscy bezwzględna i nieczuła
Bulma popatrzyła na spuszczającego głowę Saiyanina
-Na pewno nie mogła być zła .. w końcu w tobie skądś musiało się wziąć trochę dobra
-Nie jestem dobry
-Jesteś
-Nie
-Tak
-Oh zamknij się idiotko i daj mi spokój- rzucił gniewnie Vegeta i ruszył w stronę swojego miejsca na kanapie.
Bulma stała wpatrujac sie w siedzacego Vegete, chciala mu cos powiedziec wykrzyczec wszystkie żale jakie miała , chciała specjalnie wywołac kłótnie wzbierajaca sie w niej fala zlosci, flustracji i odrzucenia pekla.
-Masz zamiar mi sie oświadczyś ?-zapytała stojac na przeciwko jego boku
-Co ? -nie odrywajac wzroku od telewizora Vegeta znudzonym głosem odpowiedział pytaniem na pytanie .
-Pytam czy będziemy kiedyś małżeństwem .
-A po co ?
-Vegeta a po co wychodzi sie za maż ? - Bulma podniosła ton swojego glosu by pokazać poziom swojej napływajacej coraz wiekszej złosci
-To ty chcesz gdzieś wychodzić, ty powinnaś wiedzieć - Vegeta nie zwracal na nią uwagi mowił jakgdyby tam nie stala.
Niebieskowlosa wpatrywala sie w profil wojownika z otwartymi ustami . -"Po co wychodzić za mąż"- w głowie przebiegało jej to pytanie na które nie dokonca znała odpowiedz -"Po co?"
-Nie chcesz być ze mną do konca życia ? -spytala do konca
-Mojego czy twojego, bo wiesz to jest pojecie względne - pierwszy raz popatrzył na nią , na jego twarzy malowal sie szyderczy usmieszek.
-Co? - Bulma doskonale wiedziala o co mu chodzi -Jak mozesz tak mowić ?
-Jeszcze nic nie powiedziałem- wojownik wstal i "strzelil" karkiem
-Czy ja dla ciebie coś znaczę ?
-Nie
-Jest ci wszystko jedno z kim jesteś ? Jeśli ja sie zestarzeję a ty dalej będziesz wyglądał jak teraz ,nie bedziesz mial żadnych skrupułów być z inną kobietą? -oczy Bulmy stawały sie wilgotne a kolory jakie widziała zachodzilły bielą.
-Nigdy nie mam żadnych skrupułów , wiesz o tym .
-To co tu robisz ?
-Stoje
-Co robisz z nami ?
Vegeta przekrecil glowe w strone kojca w ktorym spal Trunks - On jeat Sayianskim Ksieciem .
-A .. ? -Bulm dalej chciala ciagnac te wymiane zdan.-Więc dobrze jeśli jest ci wszystko jedno to masz się nie zbliżać ani do mnie ani do Trunksa , możesz tu zostać bo jednak coś do ciebie czuję , kocham cię Vegeta i mam nadzieję że wkrótce zmądrzejesz ale nie możesz nawet pomyśleć o mnie bądź o Trunksie !
Vegeta ze złości zacisnął pięści był o krok od zamienienia się w SSJ,ale nie mógł dać po sobie poznać że obchodzi go zdanie tej ziemianki - I tak mi jest wszystko jedno , mam to gdzieś , będzie ciszej - powiedział i wyszedł.
Niebieskowłosa stała jak mur wpatrując się w puste miejsce po Vegecie wzbieraław niej złość , chciała krzyczeć , kłócić sie z byle kim byle o co , ale byla sama .
-Wszystko ci jedno ? Zobaczymy !- powiedziała do siebie zaciskajac pięści .


-Najmocniejszy alkohol jaki macie-rzucił Vegeta do czarnoskórego barmana
-Kobieta?
-Jestem mezczyzną idioto nie widać ? - rzucil gniewnie Vegeta uchylajac caly kieliszek przeźroczystego trunku
Barman rozesmial sie -Ajak że prawdziwego meżczyzne tak rozwścieczyć może tylko kobieta  .
-Pft- prychnal wojownik -Nie widziałeś androidów i cella- pomyślał i gestem kazal nalac sobie jeszcze jeden kieliszek.
-Więc co się stało? - spytał barman z szerokim śnieżnobiałym uśmiechem nalewając kolejny kieliszek.
-Nie twój zasrany interes
-Okej - powiedział barman wracając do swoich obowiązków. Vegeta w tym czasie wział butelke stojącą na barze i pociągnął potęrzny łyk , odstawił nie dał po sobie poznać uczucia palącego mu gardło
-Chce za mnie wyjść - powiedział Vegeta kierując swoje słowa do opartego o kontuar barmana
-To źle ? - odpowiedział mu murzyn
-Nie wiem - znów upił łyk składający się na ostatnią połowę butelki.
-Jako barman dużo słyszę , ale pierwszy raz widzę kogoś kto upija się z powodu ślubu.
-Nie jestem pijany , a ty niczego nie rozumiesz -rzucił Vegeta sięgając po następną butelkę
-To mi wytłumacz - powiedział barman znów szeroko się uśmiechając -Jestem Diran*- wyciągnął rękę w stronę wojownika
-Vegeta. Nie mogę ci nic wyjaśnić po prostu , nie mogę za nią wyjść - po tych słowach wyróżnił całą butelkę na raz
-Dlaczego ?
-Zadajesz za dużo pytań - powiedział mu książę a w zamian zobaczył znów szeroki uśmiech -Nie mogę pokazywać swoich uczuć , to mnie osłabia . A ja ... ja się nie starzeję a ona ... tak -chyba bym tego nie zniósł- po tych słowach opróznił kolejną butelkę i poczuł drganie obrazu przed oczami.
-Wiesz co Vegeto , chyba już za dużo wypiłeś bo gadasz dziwne rzeczy , a co do dziewczyny to radzę ci słuchaj serca nie rozumu.
Vegeta popatrzył ze zdziwieniem na Dirana a ten jak zwykle się uśmiechał- Może ... powiedział bardzo cicho i wstał kierując się w stronę hotelu a w myślach miał tylko jedno , całować Bulmę.


*Diran-san - jap. duch , który śmieje się z nieszczęść innych . Idealne imię dla barmana (przp. Pici) 

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 9.

Brzęk tłuczonego szkła , płacz dziecka i krzyk kobiety. W dwóch  ruchach czarnowłosy mężczyzna jest już na nogach , wzrokiem omiótł cały pokój, w którym zauważył brak kobiety ani dziecka.  Wybiegł na długi prawie nie oświetlony korytarz.
Ślady krwi , zbiegł na dół – ślady krwi , wszedł do salonu i przerażenie targnęło całym jego ciałem na czarnej posadzce leżało ciałko jego syna , nie czuł jego energii. Chciał mu pomóc , oddać mu swoją energię życiową , a równocześnie chciał na to nie patrzeć , musiał odwrócić wzrok ten widok go niszczył. Podniósł szkliste od łez oczy i ujrzał swoją kobietę szlochającą i klęczącą niedaleko okna.
-Bulm…
-Cii- szepnęła i upadła na twarz, wybuchła płaczem. Nad nią stał obleśny facet trzymając w rękach olbrzymi nóż służący pewnie do patroszenia zwierząt. Wielki włochaty oprych chwycił kobietę za włosy i przystawił jej nóż do gardła
-Zostaw ją ! –wycedził wojownik ale w odpowiedzi usłyszał tylko rechot przeciwnika i ujrzał strużkę krwi na gardle swej ukochanej
-Zostaw !!- wykrzyczał
-Co znów ?! – spytała Bulma patrząc ze zdziwieniem na Vegetę który spadł z ogrodowej ławki – Co mam zostawić ? Vegeta to stolik Trunksa jak go będę karmić ?
Vegeta patrzył na nią otępiale , porozglądał się wokół i uświadomił sobie że to był sen , który nawiedza go już od dawna.
Bulma właśnie mocowała fotelik dziecięcy w swoim latającym samochodzie gdy poczuła na swym ramieniu rękę Vegety.
-Ja wcale nie chcę nigdzie jechać – powiedział jej spokojnie
-Kochanie nam wszystkim przyda się odrobina spokoju i luksusu – powiedziała mu z uśmiechem Bulma pakując resztę toreb do bagażnika.
-Tak jakby nam tutaj brakowało luksusu- powiedział cicho Saiyanin siadając na złotej ławce
-Czy mam rozumieć że jednak zostaniesz tutaj z moimi rodzicami i dzieckiem , a ja pojadę sama i będę się świetnie bawić?
-A mógłbym?- Vegeta z nadzieją w głosie chciał wyperswadować Bulmie wyjazd na jakiś głupi urlop , nie miał najmniejszego zamiaru zostawać sam z państwem Briefs , a przez Trunksa nie miał by czasu trenować
-Nie ma mowy jedziesz z nami i będziesz się świetnie bawić , mają tam siłownie popatrz – Bulma wzięła z deski rozdzielczej broszurkę reklamującą luksusowy hotel znajdujący się we wschodnim mieście.
-Nie potrzebna mi siłownia- burknął –Ja chce trenować w spokoju .
Bulmy nie obchodziła gadanina Vegety , już dawno planowała ten wyjazd i nie miała najmniejszej ochoty odkładać go tylko dla tego że Vegeta nie lubił tłumów.
Pięć minut później cała trójka siedziała już w pojeździe a Bulma włączyła silnik.
-Może jednak zostańmy – próbował Vegeta na co Bulma odpowiedziała mu tylko groźnym spojrzeniem.
-Tu Bulma Briefs proszę o dokładny rozkład drogi do wschodniego miasta oraz najnowsze wiadomości- powiedziała wesoło Bulma do swojego „samochodu”
-Dzień dobry panno Briefs –odezwał się mężczyzna „z samochodu” a Bulma cicho syknęła „Pani Briefs”  - Proszę kierować się na północną autostradę numer 56 później przy zjeździe numer 7 skręcić w lewo a później kierować się za znakami.
-Dziękuję Pitt , a jakieś nowe plotki ?
-Księżna Katte Middleton zrywa z księciem Williamem.- odpowiedział jej głos
-Dzięki – rzuciła Bulma i wcisnęła czerwony mrugający przycisk – Eh ci to mają życie – powiedziała zakładając swoje przeciwsłoneczne okulary. Popatrzyła na siedzącego obok niej z założonymi rękami i naburmuszoną miną Vegetę.
-Hm ?
-Co ? – spytała z uśmiechem
-Nie uważasz że to debilne gadać z samochodem ? – Vegeta miał dalej niewesołą minę
-To najnowszy pomysł mojego ojca , wbudowana nawigacja samochodowa, dzięki niej możesz uzyskać pomoc w razie wypadku , zapytać o drogę , o pogodę i o najnowsze wieści oraz co jest modne w tym miesiącu – to ostatnie powiedziała z wielkim uśmiechem
-Gadasz z głupią kupą blachy.
-To jest człowiek Vegeta – powiedziała – To działa jak telefon komórkowy . Pitt jest w centrali a z nim można łączyć się za pomocą tego guzika – i wskazała nie pulsujący teraz czerwony guzik .
-Debilizm- mruknął pod nosem Vegeta.

***

-Vegeta weź to proszę Cię - Bulma stała nad swoim mężczyzną i groźnie wymachiwała ręką , w której trzymała mały telefon komórkowy.
-Nie - odpowiedział jej krótko siedzący Vegeta
-Błagam cię , a jeśli coś nam się stanie to skąd będziesz wiedział gdzie nas szukać ?- Bulma ciągnęła ale teraz bardziej zrezygnowanym tonem
-Jeśli ktoś będzie chciał cię ukatrupić to gwarantuję że zrobi to tak że nawet nie pomyślisz o tym żeby wyciągnąć telefon więc go zabierz!
Bulma była zrezygnowana. Szybkim krokiem podeszła do bawiącego się w metalowym kojcu Trunksa wzięła go na ręce i ruszyła w stronę drzwi.
-To może chociaż pójdziesz z nami nad basen jest piękna pogoda - rzuciła pytanie przez ramię ale w odpowiedzi usłyszała tylko znajome "Pft!" i dźwięk włączanego telewizora. Obrzuciła Vegete niemiłym spojrzeniem i już chciała ruszyć przez drzwi gdy odwróciła się lekko i zostawiła telefon na małym stoliku stojącym w przedpokoju.
Było bardzo słonecznie , niebo pokrywał jasny błękit pobielany pierzastymi chmurami odbijającymi się w lazurowej wodzie basenu. Bulma udała się nad maleńki brodzik , w którym pluskały się bobasy posadziła na brzegu Trunksa i szepnęła do niego
-Bądź grzeczny , nie rób nic co mogło by przestraszyć inne dzieci. Mamusia jest tuż obok- i pogładziła malucha po jego czarnej czapeczce z różkami po czym odwróciła się i ruszyła w stronę palmowego baru.
-Mohito - rzuciła do wysokiego czarnoskórego barmana z dredami.
Chwilkę później siedziała już na ciepłym leżaku na przeciwko brodzika popijając miętowego drinka wpatrywała się w chlapiącego się z innymi dziećmi Trunksa. Na chwilkę przymknęła oczy.
-Mama wie że pijesz alkoholowe drinki- usłyszała nad sobą głos po czym uchyliła jedno oko. Stał przed nią młody chłopak jak oszacowała szybko mógłby w wieku Gohana lecz był od niego grubszy i na pewno źle się odżywiał.
-Mama? Oj chłopcze jeśli próbujesz mnie poderwać na taki tekst to spływaj.- powiedziała Bulma upijając łyk ze swojej szklanki.
-Poderwać ? Może później przyszedłem Ci powiedzieć że twój brat ma kłopoty- kilka sekund zajęło Bulmie przyswojenie wiadomości o kogo chodzi temu młodemu człowiekowi lecz ten dokończył-Ale chyba dał sobie już radę - i w tym momencie Bulma usłyszała płacz dziecka.
-O Dende Trunks !- i ruszyła biegiem w stronę brodzika , zastała tam Trunksa który siedział wpatrując się w starszego od siebie płaczącego chłopca. Ku przerażeniu Bulmy Trunks przemienił się w Super Wojownika.-Dziecino ... - szepnęła kobieta i owijając go w ręcznik zaczęła łukiem omijać brodzik kierując się w stronę hotelu-Kochanie mamusia cię prosiła teraz nie będziesz się mógł tu bawić - Bulma przytuliła mocno Trunksa już w swojej normalnej postaci.


sobota, 23 marca 2013

Rozdział 8

Niebo pokrywała bezkresna ciemność, a głęboką czerń drzew i budynków przecinało tylko leniwe pohukiwanie sowy. Cała siedziba posiadłość Państwa Briefs pokryta była senną atmosferą. Nikt po tak drastycznych chwilach jakie zgotowały cyborgi nie miał nawet ochoty wychodzić ze swojego łóżka na chociażby kubek gorącego mleka , jednak w kuchni na parterze świeciło się malutkie światełko.
-Mamo?- ciszę przerwał głos młodego chłopca skierowany do kobiety układającej małe plastikowe butelki , smoczki i kubeczki dla dzieci- nowy towar wymyślony przez nią pod emblematem Capsula Corporation.-Co tu robisz ?
-Oh to ty! Przestraszyłeś mnie- szepnęła Bulma , ciągle nie mogła przyzwyczaić się do obecności swojego 17 letniego syna w swoim domu biorąc pod uwagę fakt że 17 razy mniejsza wersja śpi teraz w swoim łóżeczku- Widzisz Trunks - zaczęła z uśmiechem , dziwnie się czuła mówiąc do prawie dorosłej osoby , której przed chwilą śpiewała kołysankę o białych smokach.- Ty bardzo dużo jesz, mógłbyś zjadać litrami kaszki w przerwie na walkę z pluszowym misiem- Bulma uśmiechnęła się szeroko przypominając sobie widok małego brzdąca rzucającego po pokoju kudłatym misiem uderzając go małymi piastami tak nieporadnie że zamiast jego pluszowego przeciwnika na ziemi nieraz leżał Trunks.
-Cały czas mi to powtarzasz- duży Trunks uśmiechnął się lekko- To znaczy powtarzasz w przyszłości - nagle przerwał przypominając sobie matkę , którą znał od dziecka nie była to ta sama kobieta m która stoi teraz przed nim , ta była zapracowana , smutna , nie dbająca prawie o siebie- wszystko robiła sama. Babcię i dziadka zabiły cyborgi i .. i ojca- co matka przeżyła najbardziej. Zawsze kiedy o niego pytał mówiła: "był straszny , ale tylko ja w to nie wierzyłam i kochałam najbardziej". Nie rozumiał tych słów.
Bulma skończyła myć i układać butelki i odwróciła się w stronę dorosłego syna.
-A ty co tu robisz o tej porze?
-Trenowałem z ... Vegetą- odpowiedział jej Trunks
-Przecież rano masz wracać, cyborgi i komórczak to już historia więc po co oj ... on cię jeszcze wykorzystuje?! - Bulma prawie krzyczała
-Chce żebym mu udowodnił że jestem Saiyaninem, a nie tylko podłym mieszańcem- powiedział cicho siadając przy marmurowym blacie. Bulma wiedziała że dla niego jest to ważne więc nie dociekała więcej jednak zaciekawiła ją jedna rzecz. Odkąd dowiedziała się kim na prawdę jest Trunks ,chłopak mówił do niej "mamo" , a do Vegety po prostu Vegeta.
-trunks powiedz mi dlaczego nie mówisz do Vegety ... no ... - słowo ojciec i Bulmie nie przychodziło z łatwością
-Co ? Dlaczego nie mówię do niego tato?- Trunks podniósł swoje czarne jak Vegety oczy na Bulmę ale zaraz je spuścił wpatrując się w gładkie , czarne płytki-Ja nie miałem ojca, pogodziłem się z tym. Walczyć nauczył mnie Gohan-san. Dlaczego tutaj miałbym mieć ojca ?- do jego oczu napływały łzy-Nawet teraz nie zajmuję się mną , nie obchodzę go , nie wiedział że jestem na świecie , a ty musiałaś mu udowadniać że jestem jego synem. mówiąc to patrzył na sufit jakby był rentgenem i widział tam śpiącego siebie- Dla Vegety liczy się tylko walka nie ma dla niego mnie ani ciebie mamo-Bulma patrzyła z przerażeniem na chłopca. Wiedziała jaki jest Vegeta, że nigdy nie weźmie małego na ręce, nie będzie odprowadzał do szkoły i brał na lody, nie będzie rozmawiał z nim o dziewczynach i samochodach- że nigdy nie będzie ojcem. Lecz nie wiedziała że dla tego młodego człowieka, który przed nią płacze ma to aż tak ogromne znaczenie. Usłyszeli za sobą ciche przymknięcie drzwi to był Vegeta obdrapany i posiniaczony. Jeszcze miał na sobie ślady walki stoczonej z C18  i komórczakiem.
Trunks  szybko otarł łzy. Wojownik bez słowa przeszedł przez kuchnię z miną bez wyrazu- Bulma znała to - Vegeta wszystko słyszał.
-Nie obudź Trunksa- rzuciła w jego stronę
-Przecież nie śpi- Vegeta syknął, Bulma chciała mu odpowiedzieć coś zgryźliwego ale w tym momencie rozległ się płacz i Bulma szybko pobiegła na górę.
Vegeta stał przed schodami nie patrząc na siedzącego Trunksa.
-To nie prawda- powiedział cicho Książe nadal nie patrząc na swojego syna- Nam po prostu nie wolno okazywać uczuć , jesteś Saiyaninem i o tym pamiętaj- zanim Trunks odwrócił głowę w stronę swojego ojca  jego już nie było.
Capsule Corporation ponownie ogarnęła cisza- wszyscy już spali , nawet Bulmie udało się ułaskawić Trunksa.
Tylko młody fioletowo włosy chłopak siedział po ciemku na kanapie w salonie. W jego głowie błądziły słowa jego ojca. Ojca , który zginął gdy ten był niemowlęciem, a teraz stoczyli ze sobą i obok siebie nie jedną walkę"Jesteś Saiyninem i o tym pamiętaj".

Nazajutrz ciepłego wiosennego popołudnia w CC zebrali się wszyscy przyjaciele by pożegnać Trunksa, Bulma z tego powodu wydała nawet przyjęcie.
-Vegeta zejdziesz do ogrodu?-Bulma zawołała do Saiyanina siedzącego tępo przed telewizorem.
-Daj mi spokój i się do mnie nie odzywaj - mruknął do niej wojownik skacząc z jednego kanału na drugi
-A ciebie co znowu ugryzło?-spytała go stojąc przed nim z dzieckiem na rękach.
-Zabrana kapsuła , multum debili skaczących i drących ryj i ten mały opluty glut- Vegeta syczał jakby sam do siebie lecz na tyle głośno by słyszała to Bulma
-Vegeta twój syn odlatuje może byś był odrobinę bardziej entuzjastyczny?
-O ile mi  wiadomo ten tutaj to mój dzieciak a z tego co widzę nigdzie się nie wybiera i odsłoń mi bo jak już mam oglądać te pierdoły to nie na twoim tle.
Bulma patrzyła na niego groźnie ale Saiyanin nie reagował , nagle z kuchni zaczęły dochodzić jakieś syki
-O Dendee ! Przypala się ! Trzymaj go Vegeta - zanim mężczyzna zdarzył zareagować miał już Trunksa na kolanach , sparaliżowany patrzył na chwiejącego się chłopca, który miętosił w rączkach małą szmacianą piłeczkę. Veegta popatrzył na niego i z przerażeniem przełożył go na kanapę kilkanaście centymetrów od siebie. Siedział i dalej patrzył w telewizor gdy coś małego uderzyło go w wierzchnią część uda , popatrzył w dół-to była piłeczka Trunksa, mały siedział wpatrzony w ojca klaszcząc bezgłośnie rączkami
-Co ? - burknął Vegeta a w odpowiedzi usłyszał tylko radosne "ueeeh". Wziął do ręki piłeczkę i poturlał lekko w stronę małego
-Hiaaaahaaa! - i piłka znów przyleciała do Vegety.
Bawili się tak przez chwilę i Bulma która obserwowała ich przez moment widziała że Vegecie się to podoba. Gdy piłka była po jego stronie Bulma sprytnie udała że właśnie wchodzi do salonu
-A gdzie ty mi tu te zabawki wrzucasz - powiedział Vegeta z udawaną wściekłością wyrzucając piłeczkę przez okno wprost do ogrodu, jednak widząc minę Bulmy zaraz poszedł za nią.
 Nadszedł czas kiedy Trunks musiał wracać do swoich czasów bo jak mówił "musi coś załatwić". Wszyscy się z nim żegnali , uśmiechali się , przybijali piątki i ściskali dłonie tylko Vegeta stał posępnie pod drzewem tak jak wtedy gdy po raz pierwszy przybył do domu Bulmy.
Trunks zapalił silniki swojej maszyny
-Uważaj na siebie- krzyknęła Bulma gdy ten po raz ostatni wyjrzał zza kokpitu swojego statku spojrzał na stojącego samotnie Vegete i uśmiechną się niepewnie w jego stronę, ku jego zdziwieniu ten uniósł dwa palce w geście wiktorii.
-Żegnaj ojcze - szepnął Trunks tak cicho że byc  może były to myśli.
Vegeta patrzyła na zamykające się za synem drzwi statku Capsule Corporation.
-Do zobaczenia .. synu- pożegnanie przebiegło przez głowę wojownika.
 Na przyjęciu Bulmy wszyscy bawili się znakomicie. Gohan turlał piłkę z małym Trunksem, Bulma rozmawiała z Chi-chi, która spodziewała się swojego drugiego potomka. Było już dość późno kiedy Piccolo niósł śpiącego Gohana do samolotu Bulmy, a ona głośno polemizowała o czymś z Vegetą.
-Godzina . Vegeta to jest tylko 60 minut !- mówiła Bulma ubierając swoje czarne szpilki
-Nie
-Vegeta ty widzisz w jakim stanie jest Chi-chi?
-No właśnie może dasz jej adres tego sanatorium, w którym byłaś . Ona też ostatnio zrobiła się bardzo gruba tak jak ty jakiś czas temu.
Bulma potraktowała to jak głupi żart ale zirytował ją fakt , że ktoś nazwał ją grubą - tym bardziej, że był to Vegeta.
-Dość ! Chi-chi jest w ciąży, a ja polecę z nią do domu i bez dyskusji ! Trunks jest nakarmiony więc nie będziesz miał z nim problemu, a jeśli będziesz miał dalej jakieś obiekcje to koniec z ulepszeniami , obiadkami i z ... TYM !- i pokazała kawałek uda wychodzącego spod podartych szortów na co wojownik skrzywił się , nie działały na niego już takie groźby Bulmy.Miał już to co chciał i o nic nie musiał się starać  Więc nawet będzie mu to na rękę kiedy ta głupia kobieta nie będzie łasiła się do niego każdej nocy
-A niby taka zmęczona- pomyślał
Bulma wiedziała że żaden z jej argumentów na niego nie podziałał ale nie miała zamiaru się poddać
-Jeśli wrócę, a Trunks będzie gdzie indziej niż w swoim łóżeczku albo robił co innego jak spał to zapomnij o tym , że kiedykolwiek będziesz go trenował - i uśmiechnęła się przy tym triumfalnie miała pewność że to na niego podziałało.
-Jeśli zacznie beczeć to co ? Przylecieć do ciebie ? - spytał gniewnie.
Miała go a on nie  mógł się z tym pogodzić. Durna kobieta!
-Zaśpiewaj mu- powiedziała mu groteskowo Bulma , a widząc jego minę dodała -Kołysankę o białych smokach powinieneś już ją znać- skończyła wsiadając do samolotu.
-Już mi go szkoda - powiedziała Chi-chi smutnym tonem
-Trunksa czy Vegety ? - odpowiedziała jej Bulma bo wiedziała że to pytanie jest bezsensu po czym obie zachichotały.
 Vegeta posępnie wrócił do środka domu , rozejrzał się po salonie w poszukiwaniu rodziców Bulmy , którym od razu podrzucił by Trunksa , ale nikogo nie było w zasięgu wzroku .
-Może ci pomóc ?- usłyszał niski głos pod ścianą
-Nie potrzebuje pomocy
-Czyżby ?
-Nie potrzebuje- syknął Vegeta- Poza tym , co taki zieleniec mógłby wiedzieć o dzieciach?
Piccolo założył ręce na piersiach i odsłonił swoje spiczaste zęby w ironicznym uśmiechu
-Jakoś z małym Gohanem poszło mi dość dobrze
- Zostawić pięcioletnie dziecko na pustkowiu , bardzo wychowawcze - odpowiedział mu Vegeta robiąc krok w juego stronę.
-A ciebie pewnie przytulali i całowali , co ? Małpko ?- po tych słowach Piccolo odbił  się lekko od podłogi i wyleciał przez frontowe drzwi.
-Debil- syknął Vegeta i poszedł na górę . Gdy wszedł do pokoju usłyszał lekkie oddychanie śpiącego malucha , podszedł po cichu do małego białego łóżeczka i prychnął.
-Guuuu- Trunks otworzył oczy i wpatrywał się w stojącego nad nim Vegetę
-Nie będę ci śpiewał - burknął i odwrócił się w stronę okna. Szybko odwrócił głowę w stronę Trunksa gdy ten zaczął przeraźliwie płakać . Saianin w obawie że mały zaraz zamieni się w SSJ wziął z półki pierwszego lepszego pluszaka i cisnął go małemu do rączek, ale to nic nie pomogło .
-Cicho! - dalej nic -Bądź cicho !- Trunks nic dalej sobie z tego nic nie robił.

-Może pójdę po niego - Mr. Briefs podniósł się znad swojego nowego wynalazku zwracając się do swojej żony przeglądającej się w lustrze na toaletce.
-Bulma prosiła żeby nie reagować na nic , Vegi sobie poradzi. Albo on albo Trunks- odpowiedziała mężowi z uśmiechem.

Piętro wyżej Saiyanin wychodził z siebie żeby uspokoić małego , ale nic nie pomagało. Musiał go wziąć na ręce. Ostrożnie podszedł do niego i schylił się do łóżeczka , skrzywił się jakby patrzył na coś wyjątkowo brzydkiego. Wziął małego pod paszki i uniósł do góry - Trunks dalej płakał - No cicho ! - Vegeta przybliżył małego do swojego ramienia , nie zauważył śliny wypływającej z jego ust wprost na swoją koszulkę.
- Były sobie głupie smoki... - zaczął po cichu Vegeta swoją wersję kołysanki- Jeden durny smok zeżarł Kakarotto - to powiedział już bardziej rytmicznie - Drugi smok podpalił głupiego żółwia - to już bardziej przypominało nieudolne śpiewanie - Trzeci smok połknął ciotę Yamchę - Vegeta uśmiechnął się dumny ze swojej oryginalnej pomysłowości do układania dziecięcych piosenek , a może dlatego że Trunks zaciekawiony słuchał go w ciszy -Czwarty smok wszamał głupią matkę , ale zaraz wypluł bo była za tłusta aa - Trunks zrobił skrzywioną minę- A piąty smok chciał zjeść ciebie ale przyszedł tata i dał mu fangę w ryj - mały uśmiechnął się szeroko i wydał z siebie dźwięk podobny do śmiechu po czym zamknął oczy i zasnął.
-No - mruknął Vegeta i położył małego na swojej poduszce po czym wymęczony tym że żyje położył się koło niego i zanim pomyślał o tym że właśnie prawie śpiewał - zasnął.
 Bulma wróciła trochę później niż planowała , od razu została poinformowana o tym co się stało i co zrobił Vegeta , żałując że nie włączyła kamerującej niani popędziła na górę po cichu weszła do pokoju i zamarła.
Na ich łóżku leżał Vegeta a do niego przytulony Trunks , dziewczyna chciała zawyć ze szczęścia ale powstrzymała się i przełożyła dzieciątko do łóżeczka. Vegeta zerwał się .
-Cichooo - Bulma przyłożyła palec do ust
-No właśnie cicho , nic nie widziałaś - burknął Vegeta
-Dziękuję - szepnęła Bulma całując wojownika w policzek.
-Pft !.

środa, 20 marca 2013

Rozdział 7

Bulmie zbierało się na wymioty patrząc na te wszystkie sfrustrowane ciężarne kobiety z brzuchami sięgającymi im prawie do kolan. Każda jak najszybciej chciała dostać się do gabinetu lekarza bo przecież "Ileż można pozwolić czekać kobiecie w ciąży?!" i ci wszyscy tatusiowie siłą zatargani do prywatnej kliniki w północnym mieście , biedni siedzieli ze spuszczonymi głowami na pewno teraz woleli by siedzieć za biurkami swoich wielkich biurowców gapiąc się w skaczące monitory swoich laptopów niż być tutaj i wysłuchiwać narzekać swoich żon.
-Popatrz pani na te tutaj - kobieta w wielkiej flanelowej koszuli z pomarańczowymi włosami szturchnęła siedzącą koło siebie "koleżankę" - Taka posiniaczona , pewnie mąż ją bije a w domu ma całą gromadę dzieci . Tak to jest jak zachodzi się w ciąże i wychodzi za mąż mając 17 lat - mówiła ta druga nie zwracając uwagę na to że Bulma o której gadają siedzi na przeciwko nich i udaje że nic nie słyszy -Wstyd ! Ten jej darmozjad pewnie teraz siedzi przed telewizorem i popija piwo nie ma pojęcia że jego żona znów jest w ciąży- po tych słowach kobieta we flanelowej koszuli wyjęła telefon komórkowy Korporacji Kapsuła.
-Pani Bulma Briefs - odezwał się lekarz wychodzący z drzwi gabinetu uśmiechający się od ucha do ucha do wchodzącej do środka dziewczyny.

-Bulma nic ci nie jest , wszystko w porządku ?-Chi-chi dobijała się do drzwi swojej łazienki w obawie o swoją przyjaciółkę
-Taaak- wydyszała Bulma kuląc się przy desce klozetowej ocierając twarz papierowym ręcznikiem.
-Masz to ci pomoże- powiedziała Chi-chi podając przyjaciółce kubek herbaty
-Mmm .. już mi lepiej
Bulma i Chi-chi siedziały w domku w górach rozmawiając o różnych babskich sprawach. Chi-Chi skarżyła się niebieskowłosej na swojego syna i męża , że przez ich głupoty z treningami młodu opuścił się w nauce, że Goku nie poświęca już jej tyle czasu co kiedyś , oraz ulubiony temat do nażekań jej młodszej przyjaciółki - "dlaczego on się nie starzeje a jej przybywa coraz więcej zmarszczek."
Lecz do niebieskowłosej mało dochodziło , siedziała wpatrzona w iałe obłoki płynące ponad nieośnieżonymi góramkii myślała o tych wszystkich nadętych kobietach w klinice , zadufanych w sobie snobek, które wpychały się w kolejkę innym mniej chamskim kobietom i te ich rozmowy na jej temat , te obraźliwe słowa , snucie domysłów na temat jej męża nieroba , który ją maltretuje spotęgowały jeszcze bardziej myśli o Vegecie - "Gdzie on może być"- myślała.
-Bulma ? Słuchasz mnie ?
-Taa... TAK ! słucham
-Co ci mówił lekarz - spytała Chi-chi
-Dopytywał o ojca dziecka i coś o genach i o złym trybie życia - ciągnęła beznamiętnie Bulma jakby właśnie podawała przyjaciółce przepis na jajko.
-A co mówiłaś o ojcu ?- spytała nagle Chi-Chi
-Wcisnęłam mu kit o tym że jestem już stara i że przydałoby się mieć kogoś na stare lata i że dawca był anonimowy.
Chi-chi zrobiła wymowną minę znaczącą "Jak tak mogłaś?!" co Bulma zlekceważyła i mówiła dalej
- Mówił oś o tym że płód się za szybko rozwija i że to jest kwestia genów dlatego zaciekawił go ojciec , a później stwierdził że jeśli tak to mój tryb życia jest zły dlatego mój 8 tygodniowy bobas wygląda na 20 paru tygodniowego. No ale co ja mam mu powiedzieć Ch-chi ? Mój facet to książę Saiyan kiedyś chciał nas wyzabijać i sprzedać naszą planetę ale teraz jest przemiły , więc proszę się nie zdziwić , że jeśli urodzę syna to będzie miał jaskrawo złote włosy i od razu zacznie latać i pożerać kilka kilogramów mięsa na raz . - po tych słowach obie kobiety wybuchnęły śmiechem.
-Gdzie jest Goku ?- Bulma podstępem zmieniła temat
-Trenuje gdzieś w górach , przychodzi co kilka godzin coś zjeść , kilka razy próbował zabrać ze sobą Gohana, ale przekonałam go że on ma się uczyć a nie rozwalać dłonią skały.
-i w tym w ogóle nie miałąś racji - usłyszały za sobą głos Goku i szybko odwróciły głowy w jego stronę, stał oparty o futrynę drzwi frontowych z prawą ręką w swoich czarnych włosach i głupią miną, którą uie robić tylko on sam-Jak się masz Bulmo ?
-Bobrze dziękuję-odpowiedziała dziewczyna
-A jak tam mały Veguś?- spytał Goku podchodząc do stołu i robiąc głupie miny do jej brzucha
-Skąd Ty ?!-Bulma otworzyła szeroko oczy ze zdumienia patrząc pytająco na Chi-chi, ale ona pokazała oczami , że nic na ten temat nie wie.
-Nooo wiesz , skoro mieszkacie razem - Goku próbował wyjść jakoś z tej sytuacji nie mógł przecież pwoeidzieć Bulmie prawdy , a widząc jej wzrok wymyślił na poczekaniu szybką wymówkę , która prawdę mówiąc była rzeczywistością- Czuję jego energię
-Jego ?
-Tak to na pewno jest chłopak , czuję jego energię i jest ona sporo większa od siły Yamchy a co dopiero jego dziecka , więc mamy rozwiązanie - na twarzy Goku pojawił się szeroki uśmiech.
Bulma odpowiedziała tym samym . Chwilę później wyszła przed mały domek rodziny Son żegnając się ze swoimi przyjaciółmi jednocześnie rzucając na ziemię jedną ze swoich kapsuł.
**
Prawie w ogóle go nie pamiętam , ale jedyne co utkwiło mi w pamięci to to że był inny.
Trunks był starszym ode mnie wojownikiem, a jak na swoje 16 lat wyglądał bardzo dojrzale.
Nie chciał robić tego co każe mu mój ojciec i inni wodzowie. Był sierotą od zawsze , żeby przetrwać musiał zabijać , musiał pokazać władcy że jest czegoś wart.
-Trunks pokaż mi jak walczyć- każdego dnia kiedy młody wojownik przychodził do pałacowych ogrodów opowiadać mi różne historie i strugać drewniane zabawki męczyłem go aby zdradził mi tajniki walk
-Książe Vegeto kiedyś będziesz błogosławił czas kiedy miałeś 4 lata i mogłeś beztrosko bawić się wśród komnat.Za rok rozpoczniesz swój trening teraz ciesz się tym czasem.- odpowiadał mi za każdym razem mój przyjaciel uśmiechając się szeroko i targając moje włosy.
Nie pamiętam prawie nic z czasów przed treningami z czasów kiedy był Trunks. Był ponieważ niedługo przed moimi 5 urodzinami zlekceważył rozkaz mego ojca i przypłacił to życiem.
Słyszałem to  z ust innym małych rekrutów.

Wiele tysięcy kilometrów od północnego miasta wycieńczony i brudny Vegeta szlifował każdy cios , każdą technikę walki, ulepszał się .Raz za razem zmieniał się w Super Saiyanina co jeszcze bardziej wyczerpywało jego siły.Każdego wieczoru przylatywał pod posiadłość Kapsuła  żeby patrzeć na swoją ukochaną, która coraz bardziej była zmęczona i smutna , nie chodziła na swoje maratony po centrach handlowych kupując wszytskie napotkane świecidełka i kolorowy szmatki. Tęsknił za nią ale wiedział że nie może do niej wrócić- do przybycia cyborgów został okrągły rok , całe 12 miesięcy żeby przygotować się na ocalenie tego całego dziwnego świata. Ale po co ?
Żeby pokazać pajacom kto jest najsilniejszy- nie obchodził go los Ziemi.
 Minął miesiąc , drugi a potem trzeci Bulma zniknęła z domu .'Pewnie wyjechała do jakiegoś sanatorium ostatnio zrobiła się bardzo gruba". Tak że nie potrafiła sama chodzić . I całe stada tych jej przyjaciół cały czas jej pomagających i przynoszących te małe niebieskie ubranka!
-Na co jej to ?!Nie jest za stara żeby bawić się lalkami ?- powiedział do siebie wyrzucając kulę energii w pobliskie wzgórze.-Użala się pewnie nad sobą i dlatego ci kretyni jej tak pomagają. Głupia kobieta !
 Znów minęło kilka miesięcy aż nadszedł przed dzień przybycia cyborgów. Vegeta wcześniej niż zwykle latał w około CC by podglądać Bulmę. I nagle wyczuł obcą energię - bardzo silna lecz aura jaka ją otaczała była bardzo dziwna taka ... jak u dziecka.
Energię syna Goku znał doskonale a ta energia była potężniejsza - o wiele.
Saiyanin postanowił sprawdzić kto znajduję się w domu poza Bulmą i jej rodzicami. Wylądował przed frontowymi drzwiami i ujrzał Bulmę schylającą się nad czymś co wydawało z siebie dziwne odgłosy, Vegeta ruszył w jej stronę , chciał dotknąć jej ramienia ale dziewczyna przywitała go pierwsza.
-O jesteś- i mówiąc to wstała a oczom Vegety ukazał się malutki chłopczyk z fioletowo grzywką wystającą spod małej czapeczki z dwoma małymi różkami.
-Co to jest ?! -spytał Vegeta z szeroko rozwartymi ustami wskazując na bobasa patrzącego wprost na niego puszczając bańki ze śliny.
-Dziecko
-To widzę , że dziecko , nie jestem idiotą , skąd je wzięłaś?-wojownik stał jak wryty dalej wskazując palcem na malucha
-Vegeta na prawdę nie wiesz skąd się biorą dzieci? - Bulma z irytacją spytała biorąc malca na ręce, który nadal był zajęty puszczaniem baniek.
-Aha ! Czyli ty i ta ciota Yamcha dalej jesteście parą ? Super ! To teraz idę po swoje rzeczy - powiedział beznamiętnie Vegeta i ruszył w stronę schodów. Bulma odpowiedziała na to tylko ironicznym uśmiechem bo przecież "Jakie rzeczy może mieć tutaj Vegeta ?".
Wojownik najwyraźniej doszedł do tego samego wniosku bo zatrzymał się i odwrócił w stronę kobiety trzymającej na rękach dziecko.Mały kogoś mu przypominał. Miał taki sam wyraz twarzy i kolor włosów jak ten chłopak z przyszłości...
-Czyj to dzieciak- przerwał nagle swoje przemyślenia.
-Nasz
-Na pewno nie mój- powiedział Vegeta nalewając sobie sok.
-Zobaczymy- mruknęła i w tym samym momencie rzuciła dziecko w stronę Vegety , który z przerażenie wypuścił z rąk szklankę ,a bobas spokojnie zatrzymał się przy twarzy Vegety i w powietrzy wrócił na ręce swojej mamy- Widzisz?-spytała rozradowana podając maluchowi butelkę mleka.
-Pft! Yamcha też lata-mruknął Vegeta
-Taak ? To popatrz na to-Bulma rozpromieniła się jeszcze bardziej wiedząc że ten argument na pewno przekona jej faceta i posadziła synka na podłodze przy czym szybkim ruchem zabrała mu butelkę. Rozległ się przeraźliwy płacz. Maluch zakrywał sobie oczy i unosił małe pulchne rączki do góry. Nagle wszystkie żyrandole zaczęły się kołysać a gniazdka prądowe syczeć. Bobas z impetem opuścił swoje małe rączki na ziemię i w tym momencie jego czapeczka upadła na ziemię a oczom dwójki dorosłych ukazała się bujna złota czupryna, a oczy dziecka z czarnej przybrały kolor głębokiego błękitu.
Bulma popatrzyła na Vegetę na jego twarzy malowało się zdziwienie , przerażenie , ale też duma - z jedynego syna , który w tej chwili jako półroczny bobas zmienił się w Super Saiyanina. Dziewczyna podeszła do swojego dziecka i oddała mu jego butelkę mały pociągnął kilka łyków i upadł śpiący na miękki kocyk.
-Jak ma na imię ?- spytał po cichu Vegeta
-Właściwie to nadal się zastanawiam- odpowiedziała mu Bulma - Może sam coś wymyśl rzuciła wychodząc do ogrodu
Vegeta podszedł do niej popatrzył w jej błękitne oczy i cicho powiedział
-Trunks
-A kto to jest Trunks? - spytała go przybliżając swoje wargi do warg wojownika.
-Nie pamiętam- odparł Vegeta zagłębiając się w głębokim pocałunku ze swoją ukochaną .









                                                                                          ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ MOJEMU MĘŻOWI ,
                                                                                                                      KTÓRY UWAŻA TO ZA PIERDOŁY ;)








 

piątek, 8 lutego 2013

Rozdział 6

Mijały dni miesiące a nawet lata. Bulma coraz bardziej się zmieniała nie była już tą samą niezależną osobą była uzależniona od czasu spędzanego z Vegetą , choć tego czasu nie było wiele , Książę cały czas trenował do przebycia cyborgów zostały już niecałe dwa lata. Związek między Bulmą a Vegetą był burzliwy , wiele kłótni , niejasności wynikających z braku chęci podporządkowania się ze strony dziewczyny wobec rygorystycznych zasad Saiyanina, ale jedno było pewne kochali się , tak przynajmniej uważali.
-Vegeta  pomógłbyś mi przy udoskonaleniu radaru , czasem mógłby się przydać jak te no ... androidy przybędą .
-Nie mam czasu to twoja działka , ty się tym zajmujesz ja muszę trenować - mówiąc to wziął ze stołu ostatnie w koszyczku jabłko i wyszedł do swojej kapsuły.
-No dzięki kochany jesteś - mruknęła dziewczyna . Kończyła swoje śniadanie , miała niewyobrażalny apetyt to pewnie przez to że jej ukochany coraz mniej czasu poświęca na jedzenie a Bulma zawsze przygotowuje mu "normalne" porcje  . Zeszła do laboratorium i mijając wielkie lustro zatrzymała się przy nim
- Co to ?- zapytała samą siebie w duchu- Taka jakby trochę jestem ... szersza ? - podeszła do wiszącej na ścianie szafeczki wyciągnęła z niej dziwny przedmiot przypominający prostownice do włosów i przeciągnęła wzdłuż swojego ciała od głowy po same stopy i spojrzała na pojawiające się na nim cyferki - COOOOO ?! 57 kg ?! Jak to możliwe jeszcze miesiąc temu było 50 !? Muszę przejść na jakąś dietę - z przerażeniem postanowiła Bulma i zabrała się za radar.
Było już bardzo ciemno i bardzo późno Vegeta skończył swój morderczy trening był cały obdrapany , pokrwawiony a jego treningowy kombinezon był w strzępach -Muszę coś zjeść-pomyślał i idąc w stronę kuchni myślał o Bulmie .
-Co do jedzenia? - spytał
-Kolacja- odparła obojętnym tonem Bulma krojąc ugotowaną marchewkę.
-Musisz być taka naburmuszona?
-Jestem normalna - Bulma zaczynała kroić marchewkę na coraz mniejsze kosteczki
-No kto jak kto ale ty nie powinnaś się uważać za osobę normalną - Książę próbował żartować
-Ja na przykład w porównaniu do niektórych w tym pomieszczeniu nie podbijałam planet i nie zabijałam bogu ducha winnych ludzi dla kilku sztuk złota, a później przybyłeś na Ziemię by zabić człowieka swojej rasy  , kto tu jest nienormalny ?
Vegeta z początku nie odpowiedział nic patrzył to na Bulme to na talerz -Kakarotto to pajac, którego w każdej chwili zatłukł bym gołymi rękoma.
Bulma wolała to przemilczeć mrucząc tylko pod nosem "Kakarotto pajac ,Kakarotto pajac" wyszła na górę . Położyła się na łóżku , było jej duszno coś jakby jakaś straszna strzyga usiadła jej na piersi i zaczęła skakać. Zaczęło padać , albo to odgłos puszczanej wody pod prysznicem - to jednak deszcz. Dziewczyna podeszła do okna otworzyła go i za oknem na małym gwoździku zawiesiła małą kukiełkę z tkaniny. Nie zauważyła kiedy wszedł Vegeta podszedł do niej i wsadził jej rękę pod bluzkę .
-Nie chcę ...
-Stało ci się coś ?
-Nie po prostu myślę
-Pomyślisz po - powiedział szeptem Vegeta i wrzucił dziewczynę na wielkie łóżko
-Przestań -powiedziała dziewczyna przykrywając się kołdrą , a Vegeta zrezygnowany położył się koło niej . Nie spali.
-Vegeta ?
-Hm ?
-Co byś zrobił jakby mnie ktoś zabił
-Spaliłbym
-Kogo ?
-Ciebie ,a kogo ?
-Dlaczego?
-Bo tak trzeba - odpowiedział jej patrząc się w sufit
-Chyba u ciebie , tutaj na ziemi ludzi się chowa , w trumnach , w ziemi
-A więc załatwiłbym ci trumnę i kazał Kakarotto cię pochować
-A dlaczego byś mnie nie wskrzesił ?
-Bo byś zadawała głupie pytania , idź spać - i odwrócił się do niej plecami . Zasnął
Bulma leżała jeszcze chwile patrząc na ściekające po szybie krople po czym zamknęła oczy.
Dziewczynę obudziły trzaski dochodzące z dołu - z laboratorium
-Tata? - szepnęła i wyszła ze swojego pokoju narzucając na siebie różowy satynowy szlafrok leżący w nogach łóżka , była zaniepokojona ale nie obudziła śpiącego koło niej wojownika i tak by nie wstał on jej nie pomaga. W laboratorium było ciemno , światło i kamery nie działały. Bulma sięgnęła po latarkę skierowała strumień światła na drzwi prowadzące do pracowni prototypów najnowszych wynalazków jej ojca - były wyłamane. Pierwsza myśl jaka przyszła jej do głowy "Tam jest radar" i niewiele się namyślając weszła do pomieszczenia ogarniętego przez ciemność .Prawie podbiegła do stolika na którym był radar - dobre słowo BYŁ. Zimny dreszcz strachu przeszedł po plecach dziewczyny , nachyliła się do szuflady "Może go tam schowałam" - radaru tam też nie było. Nagle dziewczyna przestała słyszeć jakiekolwiek dźwięki , sowy na zewnątrz ciche mruczenie maszyn nic . Po prostu cisza i obraz przed nią choć prawie niewidoczny , oświetlony tylko cienką strużką światła też jakiś taki drgający , skaczący "Co się dzieje?" i ciepło ... Coś ciepłego poczuła na czole , wzdłuż nosa , na ustach . Poczuła żelazny ale słodki smak - Krew -wyszeptała i zanim zdążyła wydać z siebie jakiś głośniejszy odgłos zemdlała na zimną posadzkę pracowni.

     Staliśmy z ojcem i wpatrywaliśmy się jak upada nasze miasto , jak płonie , jak zamienia się w pył , a mnie ogarniała pustka , wewnętrzna ...
-Ojcze dlaczego po prostu nie będziemy zabijać dla niego ? Co to za różnica czy podbijamy planety dla siebie czy dla niego!- chciałem nawiązać rozmowę z ojcem pomóc mu podjąć dobrą decyzję żeby uratować , uratować ją ... nie mogłem na niego patrzeć stałem wpatrzony w ziemię podrywając swój ogon to w górę to w dół.
-Vegeta on z nas zrobi niewolników ... już robi popatrz zabiera wszystko , pali i morduje żebym przystał na jego warunki porwał nawet twoją ... - i tu przerwał , oderwał wzrok od ode mnie
-No właśnie ojcze jeśli zrobimy to co nam każą oni oddadzą nam matkę ! 
-Nie ! Książę nie zrobimy nic nawet za życie twojej matki - widziałem chłód jaki miał w oczach zawsze używał słów "twoja matka" , nigdy nie używał jej imienia , nawet nie pamiętam jak ono brzmiało.
-Ojcze.. -zacząłem spokojnie -Czy ty nie kochasz już mamy? -ojciec spojrzał na mnie jakbym był jakiś dziwnym stworzeniem i mówił w całkiem obcym języku.
-Vegeta ja nigdy nie kochałem twojej matki , nie istnieje coś takiego jak miłość jest tylko walka , zapamiętaj to sobie do końca życia  , nie można kochać ! - znałem te słowa doskonale powtarzał mi już je od 15 lat , nawet jak jeszcze mało rozumiałem byłem bity i uczony jak być człowiekiem bez uczuć, aż sam w to uwierzyłem.Pierwszego człowieka zabiłem jak miałem około 12 lat. Tylko matka , tylko ona mi powtarzała że miłość to najpotężniejsza siła jaka drzemie w każdym wojowniku . Tylko co to jest miłość ?
Nagle poczułem potężną energię , złą. Zobaczyłem Freezie i jego ludzi a wśród nich była ona - wycieńczona , pobita , poraniona. 
-I jak Królu Vegeto jesteś ze mną czy ... z nią ? - i wycelował palcem w klęczącą na ziemi matkę. Ojciec nie drgnął
-Nigdy ci się nie skłonię , możesz robić co chcesz ta kobieta i tak nie ma dla mnie większego znaczenia- chciałem krzyknąć ale zrobiłem coś znacznie bardziej głupiego gdy zobaczyłem wytwarzające się na końcu palca potwora różowe iskry
-Nie ! będziemy dla ciebie walczyć - i skłoniłem się przed potworem 
-Hmm a ktoś ty że śmiesz podważać zdanie swojego króla ? - spytał Freezia swoim chrypliwie piskliwym głosem
-Jestem Książę Vegeta , następca tronu planety Vegeta , następca władcy Saiyanów - powiedziałem prostując się 
-Mhm - na przeciwniku moje słowa nie robiły żadnego wrażenia , spojrzałem na ojca był wściekły ale wiedział że to moja decyzja i że też mam prawo do decydowania o losach mojego kraju , ale czy ja myślałem o kraju ? czy to nie była egoistyczna myśl uratowania matki , której ... kocham ? Nie ja nie kocham !- A więc książę czy przysięgasz swoją lojalność a jednocześnie lojalność całej twojej planety mi -Wielkiemu Freezie ? - nie wierzyłem w to co mówiłem to było jak sen na każde pytanie zadane przez tego tyrana odpowiadałem "Tak" , a on i tak wycelował kulę energii w głowę mojej matki zabił ją i zabił ojca ... Wyzbyłem się wszelkich nadziei , skazałem mój lód na zniszczenie i potępienie przez ... uczucie! Nie ! Już nigdy więcej nie będę kochać, żałować, czuć bólu ! Ból jest dla innych.

Vegeta siedział na łóżku wpatrując się w ciemność , nie wiedział co go obudziło siedział i patrzył tak jakby oglądał swoje wspomnienia na szafce Bulmy.
-Bulma ? -popatrzył na puste poduszki na których zasnęła jego kobieta. Dosłownie wyskoczył z łóżka natychmiast wyzuł KI Bulmy , słabe nawet bardzo i jej aurę -bladą , przerażoną .Oprócz Bulmy i jej rodziców w domu były jeszcze dwie osoby , mężczyźni. Ich energia była silna ale nie tak silna i wysoka jak przeciętnego wojownika. Wybiegł z pokoju , biegł po schodach , biegł przez korytarze , na dół do laboratorium wiedział że coś złego się stało. Nagle stanął, zatrzymał się i wsłuchiwał w nieistniejący dla normalnych uszu dźwięk - dźwięk energii życiowej człowieka . Teraz w całej posiadłości była już tylko Bulma i państwo Briefs. Tych dwóch gości już nie ma. Jednym ruchem ramienia wywarzał drzwi prowadzące do laboratorium jeszcze tylko kilkoma kopniakami odsunął leżące na ziemi połamane regały.
-Bulma !-krzyknął w ciemność
-Tuuu - usłyszał cichy głos swojej ukochanej podbiegł do niej , dziewczyna była prawie naga miała na sobie tylko cienką białą haleczkę i majtki ku przerażeniu Vegety były ściągnięte do kolan -Dendee co tu się stało ?! Bulma czy oni ...?- nie chciał wiedzieć choć zapytał przerażała go wizja że ktoś tknął JEGO Bulmę , że ktoś skalał miejsce do którego tylko on ma dostęp.
-Niee- dziewczyna mówiła cicho była cała posiniaczona -Musieli cię usłyszeć bo uciekli i zabrali ... zabrali radar ... o Dendee radar !
-Bulma oni cię pobili a ty się martwisz radarem ?!- Vegeta pewnie sam nie zdawał sobie z tego sprawy ale miał łzy w oczach , wielkie , słone krople tkwiły w jego czarnych jak węgiel oczach.
-Odzyskaj go kochany , proszę ..- wyszeptała Bulma i zemdlała.
-Bulma !! -z ust wojownika wydobył się krzyk wziął ją na ręce i wyszedł z ciemnego zdewastowanego laboratorium.W kuchni spotkał rodziców Bulmy na ich twarzach malowało się przerażenie bez słowa oddał bezwładną Bulmę jej ojcu i bez słowa się odwrócił.
-Vegi ... - zaczęła Pani Briefs nienawidził jak zdrabniała tak idiotycznie jego imię ale teraz to nie miało najmniejszego znaczenia - Dokąd idziesz ?-Vegeta się odwrócił po lewym policzku spływała mu łza
-Idę wreszcie kogoś zabić - odpowiedział drżącym głosem i wyleciał do ogrodu .Z trudem udało mu się skupić żeby z większej odległości wyczuć tą samą energię jaka przed 15 minutami była w domu Bulmy- w ich domu cały czas przed oczami miał obraz swojej prawie zmasakrowanej dziewczyny.
Leciał bardzo długo aż krajobraz do okoła zaczynał bieleć a na półnagim ciele Vegety stawały włoski. Ma ich , odnalazł na pustkowiu w jakiejś bazie wojskowej albo bazie tajnych służb niewiele się namyślając wkroczył na jej teren
-Ty ! gdzje idzjesz ?! - usłyszał za sobą kogoś z dziwnym akcentem ale nawet na niego nie spojrzał podniósł rękę prostopadle do swojego tułowia i ostatnią rzeczą jaką zobaczył strażnik był big bang atack. Wojownik wkroczył do gigantycznych rozmiarów namiotu i od razu połamał z tuzin karków. na jego końcu stało masywne biurko , siedzący przy nim mężczyźni nawet nie zauważyli że ich straż leży z powykręcanymi w różne strony głowami tylko schyleni nad czymś mówili w nieznanym Vegecie języku.
-Wyy - wycedził przez zęby Vegeta i w tym momencie dwaj mężczyźni , którzy byli owymi oprawcami odwrócili się w stronę Vegety nadal nie zauważając leżących za nim tuzina martwych mężczyzn uzbrojonych po zęby.
-Kto ty ! - spytał jeden z tym samym dziwnym akcentem
-Zamknij się wydałeś już na siebie wyrok śmierci więc jeśli chcesz uratować swój ziemiański tyłek oddaj mi to co zabraliście dziewczynie z niebieskimi włosami w północnym mieście !
Ten drugi zaczął się śmiać obnażając swoje złote zęby
-Straż ! -zawołał ten pierwszy i tym razem Vegeta uniósł kąciki ust w ironicznym uśmiechu
-Wasza .. straż chyba się trochę połamała - powiedział mu Vegeta wskazując na truchła leżące za nim . Widząc przerażenie w oczach mężczyzn bo i ten trzeci się odwrócił wytworzył kulę energii która z każdą chwilą się powiększała -Radar - wycedził i rzucił kulą obok mężczyzn a ta przeleciała przez ścianę namiotu paląc ją i uderzyła w stojący kawałek za nią samochód z którego została już tylko rejestracja. Złotozębny wyrwał radar z rąk mężczyzny siedzącego w środku i podał go Vegecie - Tylko nic nie rób , puść nas wolno - mówił cofając się przodem do wojownika. Saiyanin odwrócił się i ruszał w stronę wyjścia gdy znów przed oczami stanęła mu Bulma .Zacisnął pięści tak że radar w jego prawej ręce prawie uległ zniszczeniu , zginając łokcie uniósł je do swojej klatki piersiowej gdy nagle je wyprostował z krzykiem wyginając ciało w tył oczom wrogów ukazał się mężczyzna ze złotymi włosami i oczach koloru morza , a w oczach dzikość i żądza zemsty.Tak zawsze wyobrażali sobie oczy samego diabła .
-Wy nie oszczędziliście mojej kobiety , więc dlaczego ja mam puścić was wolno ? - mówił spokojnie unosząc się w powietrze. Mężczyźni z otwartymi ustami patrzyli na Vegetę byli już przerażeni i o to mu chodziło chciał żeby bali się tak jak bała się Bulma. Saiyanin schował radar do kieszeni swoich dresów -A teraz gnoje  - mówiąc to rozłożył ręce a wokół nich zaczęły się pojawiać wyładowania elektryczne - mam dla was wielki finał - i kończąc zetknął swoje ramiona w nadgarstkach - Finaaaal Flaaaaaash ! - i w tym momencie wszystko spowił złoty promień,  promień energii tak silnej że gdy wszystko opadło nie pozostało nic poza głębokim kraterem o średnicy mili. Vegeta stał na ziemi ciężko dysząc , jego włosy i oczy miały już normalny czarny kolor a on on wpatrywał się w ziemię. Teraz zrozumiał o co zawsze chodziło jego matce - to miłość dała mu tyle energii , nie żądza zemsty tylko strach o ukochaną osobę o wrażliwość na jej krzywdę to właśnie była miłość, to ona pozwoliła uwolnić z niego drzemiącą siłę i dokonała przemiany w Super Saiyanina. Był z siebie dumny , zadowolony z tego że wysłał do piekła oprawców jego ukochanej ale był tez wściekły znów nie dał rady zapobiec temu wszystkiemu , nie nadaję się na to by kochać to go osłabia , znów !
Stał i patrzył na leżącą w ich łóżku Bulmę i jej mamę krzątającą się koło niej , wyglądała lepiej chociaż jej twarz dalej miała sino-czerwony kolor-Nie wrócę tam - postanowił w duchu i gdy Bulma odwróciła się w stronę okna jego już nie było.
-Vegeta.. - wyszeptała dziewczyna , ona wiedziała że on tam był , czuła to i podświadomie też wiedziała że nie będzie go przy niej teraz , teraz kiedy najbardziej go potrzebuje. Chciała mu coś powiedzieć , coś co przed kilkunastoma minutami powiedział jej lekarz , chciała teraz podejść do okna i krzyknąć w bezkresny horyzont że będą mieli dziecko.

czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 5

Eh tak się zastanawiam czy ktoś mnie wgle czyta ... jeśli jest choć jedna osoba która wytrwale czyta to niech napisze .. komentarz maila , cokolwiek  żebym wiedziała że robię coś dla kogoś ...
_________________________________________________________________________________


Kochali się , kochali cały, czas całą noc , ona go miała on miał ją .. wiele razy , całowali się pieścili byli w sobie, czuli się . On ją pieścił , całował , gryzł , robił krwiste siniaki na jej ciele , bez opamiętania ...
 Niebo było już koloru siwego kiedy Vegeta wyczerpany bardziej niż po jakiejkolwiek walce i najcięższym treningu zasną a Bulma mokra od potu i soków miłości siedziała na łóżku , brodę opierała o zgięte kolana i patrzyła. Patrzyła na swojego ukochanego mężczyznę , gdy spał był taki spokojny , taki zwyczajny nie wielki zadufany w sobie Książę Vegeta, niebezpieczny i agresywny. Jeszcze tak niedawno bała się go , cieszyła się każdym ciosem  zadanym mu przez Goku , kiedyś chciała żeby nie żył chciała żeby , któryś z jej przyjaciół zadał mu ostateczny śmiertelny cios , a teraz gdy niebezpieczeństwo jest tak blisko i gdy coś zagraża życiu Vegety ona się boi , jest przerażona tym, że coś co tak trudno było zdobyć można tak łatwo teraz stracić.
-Nie zostawiaj mnie już nigdy - powiedziała szeptem kładąc się koło Księcia.
Ptaki ćwierkały głośno , gorące słońce zaglądało przez szpary w żaluzjach oświetlając połamane pułki na ścianach i wybite w nich dziury.
-Buuulmaaaa , Bulmaaaaa - ćwierkała Mrs. Briefs chodząc po korytarzach -Gdzie jesteś? Czyżbyś wyszła rano na zakupy ? Bulmaaaa córk...- i nagle przerwała uchylając drzwi pokoju córki pierwsze uczucie jakiego doznała Pani Briefs to strach- leżące na podłodze skrawki koronkowej halki jej córki nie wyglądały obiecująco , ale zaraz dostrzegła i męskie ubranie pełna nadziei na to co zaraz ujrzy szybko otworzyła drzwi
-Ojaciejaciejacie ! Dende dzięki ! wreszcie, wreszcie ! O wielki Królu Kajito !
-Mnie to w to proszę nie mieszać- mruczał do siebie Kajito w Zaświatach naprawiając swojego cadillaca - Ja w tym rąk nie maczałem.
Krzyki podniecenia Mrs. Briefs przebudziły Bulmę , zaciągając kołdrę aż do szyi szybko usiadła na łóżku i jedną ręką niezauważalnie przez swoją matkę zaczęła szturchac Vegetę
-Mammo - zaczęła się jąkać - Ccco tty tuu robbiszz ? - coraz mocniej i szybciej zaczęła poszturchiwać wojownika
-Patrzę kochanie , patrzę - odpowiedziała Pani Briefs śpiewającym tonem
Vegeta otworzył oczy patrzył na siedzącą Bulme - Mrr wy ziemianki jesteście takie nienasycone - mówiąc to położył jej rękę na udzie i zaczął powoli zjeżdżać w dół a jego usta powędrowały do szyi dziewczyny.
-Nie... Vegeta nie -nerwowo ale szeptem mówiła Bulma wskazując oczami na drzwi.
-Oooo jaciejaciejacie ! -krzyknęła matka Bulmy i klasnęła w dłonie
-CO TYY.. to znaczy PANI CO TUTAJ ROBI ?! -Vegeta zrobił groźną minę taką .. jego minę i siadając na łóżku tak szybko zadzierał na siebie satynową kołdrę że siedząca obok niego dziewczyna była całkiem naga .
-Teraz to ty możesz mi mówić mamo , kochanieńki - powiedziała Mrs. Briefs i potargała Vegecie i tak zmierzwioną czuprynę i wyszła . Bulma siedziała z szeroko otwartymi ustami i patrzyła to na drzwi to na Vegetę.
-Nie nie nie ! tak nie może być ! Ja wiedziałem ! Nie będzie tak ! - wyskoczył z łóżka i zaczął się ubierać - Gdzie moja koszulka ? - warknął nagle do Bulmy
- Nie miałeś jej - odpowiedziała mu dalej oszołomiona dziewczyna
-Nie nie NIE !! -przy tym ostatnim nie uderzył pięścią w szufladę na wysokości jego klatki a ta oczywiście rozwaliła się w drobny mak , wysypały się z niej stare zdjęcia Bulmy z czasów kiedy po raz pierwszy szukała Kryształowych Kul - No i jeszcze ten pajac mi się pod nos podsuwa jakby było mało tego wszystkiego - Vegeta osiągał szczyt złości - Bulma nie ! Nie będziemy razem to się nie uda i mam nadzieję że ci się podobało to co zaszło w nocy bo więcej się nie powtórzy !
-Mogę wiedzieć o co ci chodzi , o Dende to była tylko moja matka ! i tak się dziwię że niczego nie słyszała z ojcem w nocy- patrz jak wygląda ten pokój ! - oboje omietli wzrokiem cały pokój i na wspomnienie o nocy obydwoje się lekko uśmiechnęli chociaż żadne tego nie zauważyło u drugiego .
-Bulma ja przez to wszystko tracę siły nawet nie wyczułem KI twojej mamy - Vegeta podszedł do dziewczyny ton jego głosu był spokojniejszy ale to że nie wyczuł energii życiowej Pani Briefs i to że widziała go prawie nagiego i dobierającego się do jej córki nie działała na niego uspokajająco .
-Bo spałeś ?- Bulma odpowiedziała pytająco z wielkim uśmiechem.
-Nie jak już nie spałem , jak tutaj stała
-Vegeta zakochani tak już mają że świata poza kochaną osobą nie widzą - mówiła to czesząc sobie włosy była już "częściowo" ubrana - miała bieliznę .
-Tak tylko ja przez tę miłość mogę stracić życie , poza tym kto tu widział jakiś zakochanych ?
-Hmm , pomyślmy -Bulma złapała się za podbródek a palec wskazujący miała skierowany w górę- Moja matka ? - znów odpowiedziała pytająco .
- Jeśli mówisz o nas to żadnych zakochanych tutaj nie ma - Vegeta znów zaczynał się denerwować
-Przecież mówiłeś że mnie kochasz ! Przecież spałeś ze mną ! Przecież na początku nie chciałeś się ze mną kochać tłumacząc się tym że od tego związku się nie zaczyna !
-Ble ble ble ! Kobieto obudź się to nie jest jedna z twoich durnych komedii romantycznych , to jest prawdziwe życie , ja nie kocham i nie będę kochać tak jak wy ziemianie ... Mówiłem że cię kocham bo tak trzeba, tak wypadało zerwałaś z tym idiotą i ja miałem powód żeby wskoczyć na jego miejsce , żadnej prawdziwej , romantycznie-posranej miłości rozumiesz ? Żadnych serenad w świetle księżyca , spacerków za rączkę nic ... Kobieta jest do podtrzymywania mojej rasy chociaż już i tak nic z tego bo jesteś ZIEMIANKĄ ! Zadaniem kobiety jest służenie swojemu mężczyźnie , wykarmienie jego synów żeby wyrośli na najlepszych wojowników , więc jeśli oczekiwałaś prawdziwego księcia z bajki to wybacz ale ja jestem skurwielem , który nie umie kochać nie zostałem tego nauczony , zostałem nauczony walki i zabijania i to jest dla mnie najważniejsze ! A teraz księżniczko idź i zrób coś do jedzenia !
Po tych słowach dziewczynie zrobiło się słabo każdego innego faceta , od którego usłyszałaby takie słowa zmieszałaby z błotem i na pewno zostawiła , ale nie Vegete , on był inny on miał w sobie coś takiego , coś takiego paskudnie brutalnego co dziewczynę pociągało , kochała go i w głębi duszy wiedziała że on ją też kocha , że nie jest dla niego tylko zwykłą maszynką do sprzątania , gotowania i rodzenia dzieci - o nie to ostatnie przekraczało wyobraźnie Bulmy , nigdy nie chciała urodzić dziecka , bała się tego a może nawet brzydziła . Chciała mieć kiedyś dzieci , kiedyś kiedy skończą się te wszystkie "przygody" , kiedy nie będzie musiała bać się o życie swoje i swoich najbliższych , kiedy nikt nie będzie jej gonił ze złowrogą kulą KI wycelowaną prosto w jej głowę , poza tym była jeszcze nie dojrzała do dziecka mimo dwudziestu paru lat.
A Vegeta ? Książe stał dumnie ciężko oddychając od nerwów i wypowiedzianych słów , czy były prawdziwe tego już  nikt się nie dowie , być może on sam tego nie wiedział , nie wiedział czy dla niego Bulma jest ... nikim ? zabawką ? obiektem który pomoże przedłużyć sayiańską rasę ? Nie wiedział ...
-Dobrze kochanie- wyszeptała ze łzami w oczach , nie będzie płakać , nie może to wywołało by furię u jej .. chłopaka ? narzeczonego ? Nie wiedziała....
ubierając się zwyczajnie wyszła z pokoju i skierowała się na dół do największej kuchni w CC . Vegeta brał prysznic.
Nie potrafiła wyczuwać energii ale zawsze wiedziała kiedy zbliża się on . Stół był już cały zastawiony.
-Pomagał ci robot ?- zapytał Sayianin siadając przy stole.
-Tak zawsze mi pomagają - odpowiedziała Bulma zwyczajnie słysząc normalny ton w głosie Vegety
-Od dzisiaj mają ci nie pomagać ! - zarządał - Jesteś kobietą i masz gotować sama kiedyś może zabraknąć tych wszystkich badziewstw i co wtedy .. mam byc głodny ?- patrzył na nią chłodnym tonem
-Ale jak ... tyle jedzenia ... sama ? - wiedziała ile Vegeta pochłania jedzenia , sama nigdy w życiu nie da sobie sama rady
- Nic mnie to nie obchodzi kobieto ! - zaczął jeść.
Bulma patrzyła na niego w zatrważającym tempie znikało jedzenie , które mogło by wystarczyć jako dniowe zaopatrzenie do restauracji "Zjedz ile chcesz , zapłać 2$". Podeszłą do kuchennej szafki i wyciągnęła z niej paczkę Marlboro , zapaliła jednego papierosa . Stała oparta o kuchenkę dym wydmuchując do nowoczesnego pochłaniacza Capsule Corp.
-Czyli można powiedzieć że jesteśmy parą?- zapytała
-Jeśli tego chcesz , pojaśniłem ci to czego chce , jak nie odpowiada proszę bardzo nie musimy być jak to nazwałaś parą , jeśli chcesz od czasu do czasu będę ci mógł przetrzepać ten twój tyłeczek- mówiąc to oparł łokieć o stół a pod nim rozszerzył nogi
-Nie przeszkadza mi nic chce być z tobą i twoje średniowieczne poglądy tego nie zmienią - znów wypuściła dym i strzepała popiół.
-Z tym że nie będziemy parą - powiedział Vegeta wstając od stołu ruszając w stronę dziewczyny, widząc zdziwioną minę Bulmy dokończył - Będziesz moją kobietą , moją własnością kiedy powiem rozbieraj się - nie masz mieć na sobie już nic poza tym - złapał ją za biust - I tym - druga ręka dotykała jej krocza - I ... -przycisnął tą drugą rękę -I masz przestać jarać to świństwo , koniec z papierosami i strojeniem się jak tania zdzira - mówiąc to a raczej cedząc przez zęby był kilka milimetrów od jej ust - Taka masz być tylko dla mnie- zaczął ją całować agresywnie , namiętnie , ssać i gryźć jej wargi . Nie wiadomo jak ale znaleźli się przy ścianie w jadalnie , brał ją , od tyłu , ona klęczała , on kucał . Namiętność przeradzała się w dziką rządzę , za każdym razem kiedy w nią wchodził podlatywał , cały czas będąc w dziewczynie , a ona czuła się nieziemsko . Gdy się kochali wtedy czuła że są dla siebie stworzeni . Ekstaza , pożądanie , dzika namiętność , uniesienie ... skończył w niej oboje nie brali pod uwagę konsekwencji . Dziewczyna zgięta w pół obserwowała przez uda wyciekające z niej nasienie Sayianina , przyjemne uczucie. On pocałował ją w plecy niby tak zwyczajnie jak przedszkolaki ale coś w tym było miłego i wyszedł.
Bulma leżąc w obszernej wannie w swojej łazience patrzyła jak z biegiem czasu pękają bąbelki z płynu do kąpieli
-Jak on może mi zabraniać czegokolwiek- myślała zapalając papierosa - A z tym ubieraniem to przesada , jak mam wyjść bez makijażu i bez mini do ludzi , no jak ?! - zgasiła papierosa , owinęła się w ręcznik i wyszła z łazienki , stanęła przed swoją gigantycznych rozmiarów szafą - No dobra jak mus to mus - pomyślała i wyjęła z niej zwykłą czerwoną bluzkę z długim rękawem i czarne jeansy na to wszystko założyła jeszcze pomarańczową krótką kamizelkę - I bez makijażu - powiedziała cicho do swojego odbicia w lusterku swojej dębowej toaletki wypełnionej po brzegi kosmetykami , nałożyła na twarz odrobinę kremu matującego a rzęsy delikatnie pociągnęła czarną mascarą .Przyglądała się sobie , wyglądała tak zwyczajnie , bez sukienek , dodatków , szminki ... Ale dla tego jednego mężczyzny była gotowa do wszelkich poświęceń , chciała wierzyć w to że to ten jedyny ten , który będzie tylko jej . Zeszła na dół i zaczęła przygotowywać kolację .
-Cooo ? - zapytała książkę kucharską , bo nikogo innego nie było w pobliżu - Jak ? Nie ja się do tego nie nadaję - jęknęła siadając na niskim stołeczku. Zapaliła papierosa .

piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 4

Bulma nie mogła zasnąć - Jak to Vegeta zginął ? Przecież jest najsilniejszy , może i silniejszy od Goku ,a on ? on tez umrze -myślała gorączkowo - Świetnie dwaj mężczyźni, którzy są dla mnie najważniejsi na świecie mają zginąć , a ten chłopak ? kto to w ogóle jest może to jakiś nasz wróg z przyszłości .. ale przecież miał emblemat CapsuleCorp. -Bulma usiadła na swoim łóżku patrzyła w ciemność - A jeśli ten chłopak to ... nie nie możliwe ja ? Vegeta ? że aż tak ? Nie to przecież jakieś bzdury Vegeta i syn - zaśmiała się ale w duchu poczuła smutek. Wiedziała że jej facet oddał by za nią życie ale ślub ? dziecko ? Nie do tego Vegeta na pewno nie byłby zdolny . Nagle kontemplacje dziewczyny przerwał łoskot opadanego ciała , pobiegła na korytarz . Na podłodze leżał zakrwawiony Vegeta , dziewczyna pomogła mu wstać i dojść do łóżka w jej pokoju.
-Opatrzę cię ...
-Zostaw - powiedział nagle gdy Bulm zbliżała do jego wargi gazik
-Vegeta nie dramatyzuj wyglądasz jak upiór w operze , może dał byś trochę na wstrzymanie z tymi treningami w końcu masz jeszcze 3 lata !
-Pft! przestań dramatyzować , nie ty zginiesz zabita przez jakąś puszkę złomu tylko ja ! odczep się- i wstał tak gwałtownie że Bulma zleciała z łóżka. Dziewczyna uroniła kilka łez, które zaraz otarła wiedziała jak płacz działa na Vegete i nie chciała przechodzić kolejnej awantury.
Vegeta stał nad nią chwilę , później pochylił się i pomógł jej wstać . Bulma tylko raz usłyszała słowo "przepraszam" z ust wojownika i nie spodziewała się że jeszcze kiedys je usłyszy .Saiyanin nie wyszedł z pokoju jednak nie patrzył w stronę Bulmy , dziewczyna zbliżyła się do niego.
-Kochanie wiem że nie zginiesz jesteś przecież księciem Saiyan najsilniejszym facetem na Ziemi..
-Silniejszym od Kakarotto ? -przerwał jej z uśmiechem
-Oh zamknij się -powiedziała Niebieskowłosa i pocałowała Vegete w czoło , on jednak chciał bardziej namiętnego pocałunku , chwycil dziewczynę za podbródek i całował , całował w usta , po szyi , schodząc niżej , gdy był przy ramieniu Bulma chciała zdjąć jego czarną bokserkę.
-Co robisz ?- zapytał z groźną miną
-No myślałam że ... - Bulma nie wiedziała co ma powiedzieć , są z Vegeta już dość czasu żeby ze sobą spać , dotykają się całują i żadnego seksu . Początkowo myślała że Saiyanin nigdy tego nie robił , ale po rozmowie , którą sama zaczęła i której później żałowała dowiedziała się że jej partner miał dość bujnie życie erotyczne.
-To przestań myśleć bo ci to nie wychodzi , kobieto- rzucił szorstko Vegeta
Dziewczyna posmutniała i wojownik zrozumiał że nie tak powinno się to skończyć
-Bulmo kocham cię ale nie chcę żeby wszystko zaczęło się tylko od jednego , chcesz żebyśmy to zrobili jak pijani gówniarze , byle jak i byle? Czy w taki sposób jakbyś mi za chwile miała rzucić cenę rozkoszy ? Nie chcesz chyba tak - mówił spokojnie patrząc swoimi czarnymi oczami głęboko w jej błękity.
-Tak na tą chwilę to jest mi to wszystko obojętne - powiedziała Bulma wiedząc co dzieję się jej w dolnych partiach ciała - Więc idź już sobie bo nie ręczę za siebie.
Vegeta pocałował ją w nos i wyszedł w stronę łazienki. Bulma chcąc nie chcąc musiała dziś położyć się znów sama . Szła w stronę łóżka ocierając kolano o kolano , rzuciła się na łóżko - GRRRR !
Vegeta od pół godziny stał pod strumieniem zimnej wody oparty o glazurę prysznica
-Nie nie mogę tego zrobic a jeśli między nami coś nie wyjdzie - mówił sam do siebie - Będzie trudniej nam się rozstac , ale ona jest taka pociągająca kocham ją ... na samą myśl o niej robi mi się gorąco i te wkurwiające motyle w brzuchu , to dziwne uczucie kiedy z nią jestem taka wielka odczuwalna siła , a zarazem słabość ... Nie dam rady! - i uderzył w ścianę tak mocno że kilka niebieskich kafelków rozpadło się w drobny mak. Wojownik wyszedł spod prysznica ubrał się w czysty T-shirt i czarne dresy . Ruszył w stronę swojego pokoju. Gdy przechodził koło pokoju Bulmy drzwi były otwarte zobaczył ukochaną śpiącą w krótkiej koronkowej haleczce nie przykrytą zupełnie niczym , jasne światło księżyca oświetlało jej nie duże ale ponętne piersi i to cudowne wcięcie w tali nie mówiąc o cudownie krągłych biodrach .
-Vegeta idź do siebie - pomyślał w duchu ale instynkt o pożądanie wzięło górę wszedł cicho do pokoju dziewczyny stanął w nogach jej łóżka , z bliska Bulma była jeszcze piękniejsza . Ukląkł przy jej nogach i skradając się jak tygrys zaczął całować jej łydki , uda zniżając się do najczulszego miejsca kobiety.
Położył rękę na jej łonie i zaczął delikatnie masować okrężnymi ruchami patrząc na jej śpiącą twarz , po chwili Bulma otworzyła oczy
-Mmm co robisz ?-zapytała kokieternie
-To do czego mnie zmusiłaś , podstępna kobieto - powiedział wojownik prosto do jej ucha
-Nie myślałam że wyczujesz że nie śpię- wymruczała dziewczyna ponieważ wojownik jednym ruchem ręki pozbawił ją koronkowych majteczek.
Vegeta całował ją namiętnie , schodził coraz niżej i niżej , bawił się jej piersiami lizał po brzuchu a dziewczyna coraz bardziej mruczała i unosiła ciało.
- Wstań - nakazał Sayianin a gdy Bulma to zrobiła szybko przewrócił ją na plecy -Wypnij się- Bulma lubiła gdy facet kieruje nią w łóżku ale wiedziała że Vegeta jest do tego stworzony , stworzony żeby rządzić prawdziwy książę. Nagle poczuła przyjemny ból , Vegeta nie przesadzał Saiyanie są na prawdę bardzooo baaardzooo dumniii -ACHHH -wyrwało się jej . Teraz nie chciała myśleć o niczym innym nie obchodziło by jej nawet to że Ziemi grozi niebezpieczeństwo chciała pławic się w chwilach rozkoszy ze swoim ukochanym .
-Aaaaaa-krzyczała Bulma chodź Vegeta zasłaniał jej twarz . Razem dosięgnęli szczytu i opadli bez sił na aksamitne poduszki . Dziewczyna położyła głowę na umięśnionej klatce wojownika nie myślała już o niczym chciała byc z nim już na zawsze wiedziała że nigdzie w żadnej z czterech galaktyk nie ma nikogo kto próbował by ich rozdzielić .