środa, 20 marca 2013

Rozdział 7

Bulmie zbierało się na wymioty patrząc na te wszystkie sfrustrowane ciężarne kobiety z brzuchami sięgającymi im prawie do kolan. Każda jak najszybciej chciała dostać się do gabinetu lekarza bo przecież "Ileż można pozwolić czekać kobiecie w ciąży?!" i ci wszyscy tatusiowie siłą zatargani do prywatnej kliniki w północnym mieście , biedni siedzieli ze spuszczonymi głowami na pewno teraz woleli by siedzieć za biurkami swoich wielkich biurowców gapiąc się w skaczące monitory swoich laptopów niż być tutaj i wysłuchiwać narzekać swoich żon.
-Popatrz pani na te tutaj - kobieta w wielkiej flanelowej koszuli z pomarańczowymi włosami szturchnęła siedzącą koło siebie "koleżankę" - Taka posiniaczona , pewnie mąż ją bije a w domu ma całą gromadę dzieci . Tak to jest jak zachodzi się w ciąże i wychodzi za mąż mając 17 lat - mówiła ta druga nie zwracając uwagę na to że Bulma o której gadają siedzi na przeciwko nich i udaje że nic nie słyszy -Wstyd ! Ten jej darmozjad pewnie teraz siedzi przed telewizorem i popija piwo nie ma pojęcia że jego żona znów jest w ciąży- po tych słowach kobieta we flanelowej koszuli wyjęła telefon komórkowy Korporacji Kapsuła.
-Pani Bulma Briefs - odezwał się lekarz wychodzący z drzwi gabinetu uśmiechający się od ucha do ucha do wchodzącej do środka dziewczyny.

-Bulma nic ci nie jest , wszystko w porządku ?-Chi-chi dobijała się do drzwi swojej łazienki w obawie o swoją przyjaciółkę
-Taaak- wydyszała Bulma kuląc się przy desce klozetowej ocierając twarz papierowym ręcznikiem.
-Masz to ci pomoże- powiedziała Chi-chi podając przyjaciółce kubek herbaty
-Mmm .. już mi lepiej
Bulma i Chi-chi siedziały w domku w górach rozmawiając o różnych babskich sprawach. Chi-Chi skarżyła się niebieskowłosej na swojego syna i męża , że przez ich głupoty z treningami młodu opuścił się w nauce, że Goku nie poświęca już jej tyle czasu co kiedyś , oraz ulubiony temat do nażekań jej młodszej przyjaciółki - "dlaczego on się nie starzeje a jej przybywa coraz więcej zmarszczek."
Lecz do niebieskowłosej mało dochodziło , siedziała wpatrzona w iałe obłoki płynące ponad nieośnieżonymi góramkii myślała o tych wszystkich nadętych kobietach w klinice , zadufanych w sobie snobek, które wpychały się w kolejkę innym mniej chamskim kobietom i te ich rozmowy na jej temat , te obraźliwe słowa , snucie domysłów na temat jej męża nieroba , który ją maltretuje spotęgowały jeszcze bardziej myśli o Vegecie - "Gdzie on może być"- myślała.
-Bulma ? Słuchasz mnie ?
-Taa... TAK ! słucham
-Co ci mówił lekarz - spytała Chi-chi
-Dopytywał o ojca dziecka i coś o genach i o złym trybie życia - ciągnęła beznamiętnie Bulma jakby właśnie podawała przyjaciółce przepis na jajko.
-A co mówiłaś o ojcu ?- spytała nagle Chi-Chi
-Wcisnęłam mu kit o tym że jestem już stara i że przydałoby się mieć kogoś na stare lata i że dawca był anonimowy.
Chi-chi zrobiła wymowną minę znaczącą "Jak tak mogłaś?!" co Bulma zlekceważyła i mówiła dalej
- Mówił oś o tym że płód się za szybko rozwija i że to jest kwestia genów dlatego zaciekawił go ojciec , a później stwierdził że jeśli tak to mój tryb życia jest zły dlatego mój 8 tygodniowy bobas wygląda na 20 paru tygodniowego. No ale co ja mam mu powiedzieć Ch-chi ? Mój facet to książę Saiyan kiedyś chciał nas wyzabijać i sprzedać naszą planetę ale teraz jest przemiły , więc proszę się nie zdziwić , że jeśli urodzę syna to będzie miał jaskrawo złote włosy i od razu zacznie latać i pożerać kilka kilogramów mięsa na raz . - po tych słowach obie kobiety wybuchnęły śmiechem.
-Gdzie jest Goku ?- Bulma podstępem zmieniła temat
-Trenuje gdzieś w górach , przychodzi co kilka godzin coś zjeść , kilka razy próbował zabrać ze sobą Gohana, ale przekonałam go że on ma się uczyć a nie rozwalać dłonią skały.
-i w tym w ogóle nie miałąś racji - usłyszały za sobą głos Goku i szybko odwróciły głowy w jego stronę, stał oparty o futrynę drzwi frontowych z prawą ręką w swoich czarnych włosach i głupią miną, którą uie robić tylko on sam-Jak się masz Bulmo ?
-Bobrze dziękuję-odpowiedziała dziewczyna
-A jak tam mały Veguś?- spytał Goku podchodząc do stołu i robiąc głupie miny do jej brzucha
-Skąd Ty ?!-Bulma otworzyła szeroko oczy ze zdumienia patrząc pytająco na Chi-chi, ale ona pokazała oczami , że nic na ten temat nie wie.
-Nooo wiesz , skoro mieszkacie razem - Goku próbował wyjść jakoś z tej sytuacji nie mógł przecież pwoeidzieć Bulmie prawdy , a widząc jej wzrok wymyślił na poczekaniu szybką wymówkę , która prawdę mówiąc była rzeczywistością- Czuję jego energię
-Jego ?
-Tak to na pewno jest chłopak , czuję jego energię i jest ona sporo większa od siły Yamchy a co dopiero jego dziecka , więc mamy rozwiązanie - na twarzy Goku pojawił się szeroki uśmiech.
Bulma odpowiedziała tym samym . Chwilę później wyszła przed mały domek rodziny Son żegnając się ze swoimi przyjaciółmi jednocześnie rzucając na ziemię jedną ze swoich kapsuł.
**
Prawie w ogóle go nie pamiętam , ale jedyne co utkwiło mi w pamięci to to że był inny.
Trunks był starszym ode mnie wojownikiem, a jak na swoje 16 lat wyglądał bardzo dojrzale.
Nie chciał robić tego co każe mu mój ojciec i inni wodzowie. Był sierotą od zawsze , żeby przetrwać musiał zabijać , musiał pokazać władcy że jest czegoś wart.
-Trunks pokaż mi jak walczyć- każdego dnia kiedy młody wojownik przychodził do pałacowych ogrodów opowiadać mi różne historie i strugać drewniane zabawki męczyłem go aby zdradził mi tajniki walk
-Książe Vegeto kiedyś będziesz błogosławił czas kiedy miałeś 4 lata i mogłeś beztrosko bawić się wśród komnat.Za rok rozpoczniesz swój trening teraz ciesz się tym czasem.- odpowiadał mi za każdym razem mój przyjaciel uśmiechając się szeroko i targając moje włosy.
Nie pamiętam prawie nic z czasów przed treningami z czasów kiedy był Trunks. Był ponieważ niedługo przed moimi 5 urodzinami zlekceważył rozkaz mego ojca i przypłacił to życiem.
Słyszałem to  z ust innym małych rekrutów.

Wiele tysięcy kilometrów od północnego miasta wycieńczony i brudny Vegeta szlifował każdy cios , każdą technikę walki, ulepszał się .Raz za razem zmieniał się w Super Saiyanina co jeszcze bardziej wyczerpywało jego siły.Każdego wieczoru przylatywał pod posiadłość Kapsuła  żeby patrzeć na swoją ukochaną, która coraz bardziej była zmęczona i smutna , nie chodziła na swoje maratony po centrach handlowych kupując wszytskie napotkane świecidełka i kolorowy szmatki. Tęsknił za nią ale wiedział że nie może do niej wrócić- do przybycia cyborgów został okrągły rok , całe 12 miesięcy żeby przygotować się na ocalenie tego całego dziwnego świata. Ale po co ?
Żeby pokazać pajacom kto jest najsilniejszy- nie obchodził go los Ziemi.
 Minął miesiąc , drugi a potem trzeci Bulma zniknęła z domu .'Pewnie wyjechała do jakiegoś sanatorium ostatnio zrobiła się bardzo gruba". Tak że nie potrafiła sama chodzić . I całe stada tych jej przyjaciół cały czas jej pomagających i przynoszących te małe niebieskie ubranka!
-Na co jej to ?!Nie jest za stara żeby bawić się lalkami ?- powiedział do siebie wyrzucając kulę energii w pobliskie wzgórze.-Użala się pewnie nad sobą i dlatego ci kretyni jej tak pomagają. Głupia kobieta !
 Znów minęło kilka miesięcy aż nadszedł przed dzień przybycia cyborgów. Vegeta wcześniej niż zwykle latał w około CC by podglądać Bulmę. I nagle wyczuł obcą energię - bardzo silna lecz aura jaka ją otaczała była bardzo dziwna taka ... jak u dziecka.
Energię syna Goku znał doskonale a ta energia była potężniejsza - o wiele.
Saiyanin postanowił sprawdzić kto znajduję się w domu poza Bulmą i jej rodzicami. Wylądował przed frontowymi drzwiami i ujrzał Bulmę schylającą się nad czymś co wydawało z siebie dziwne odgłosy, Vegeta ruszył w jej stronę , chciał dotknąć jej ramienia ale dziewczyna przywitała go pierwsza.
-O jesteś- i mówiąc to wstała a oczom Vegety ukazał się malutki chłopczyk z fioletowo grzywką wystającą spod małej czapeczki z dwoma małymi różkami.
-Co to jest ?! -spytał Vegeta z szeroko rozwartymi ustami wskazując na bobasa patrzącego wprost na niego puszczając bańki ze śliny.
-Dziecko
-To widzę , że dziecko , nie jestem idiotą , skąd je wzięłaś?-wojownik stał jak wryty dalej wskazując palcem na malucha
-Vegeta na prawdę nie wiesz skąd się biorą dzieci? - Bulma z irytacją spytała biorąc malca na ręce, który nadal był zajęty puszczaniem baniek.
-Aha ! Czyli ty i ta ciota Yamcha dalej jesteście parą ? Super ! To teraz idę po swoje rzeczy - powiedział beznamiętnie Vegeta i ruszył w stronę schodów. Bulma odpowiedziała na to tylko ironicznym uśmiechem bo przecież "Jakie rzeczy może mieć tutaj Vegeta ?".
Wojownik najwyraźniej doszedł do tego samego wniosku bo zatrzymał się i odwrócił w stronę kobiety trzymającej na rękach dziecko.Mały kogoś mu przypominał. Miał taki sam wyraz twarzy i kolor włosów jak ten chłopak z przyszłości...
-Czyj to dzieciak- przerwał nagle swoje przemyślenia.
-Nasz
-Na pewno nie mój- powiedział Vegeta nalewając sobie sok.
-Zobaczymy- mruknęła i w tym samym momencie rzuciła dziecko w stronę Vegety , który z przerażenie wypuścił z rąk szklankę ,a bobas spokojnie zatrzymał się przy twarzy Vegety i w powietrzy wrócił na ręce swojej mamy- Widzisz?-spytała rozradowana podając maluchowi butelkę mleka.
-Pft! Yamcha też lata-mruknął Vegeta
-Taak ? To popatrz na to-Bulma rozpromieniła się jeszcze bardziej wiedząc że ten argument na pewno przekona jej faceta i posadziła synka na podłodze przy czym szybkim ruchem zabrała mu butelkę. Rozległ się przeraźliwy płacz. Maluch zakrywał sobie oczy i unosił małe pulchne rączki do góry. Nagle wszystkie żyrandole zaczęły się kołysać a gniazdka prądowe syczeć. Bobas z impetem opuścił swoje małe rączki na ziemię i w tym momencie jego czapeczka upadła na ziemię a oczom dwójki dorosłych ukazała się bujna złota czupryna, a oczy dziecka z czarnej przybrały kolor głębokiego błękitu.
Bulma popatrzyła na Vegetę na jego twarzy malowało się zdziwienie , przerażenie , ale też duma - z jedynego syna , który w tej chwili jako półroczny bobas zmienił się w Super Saiyanina. Dziewczyna podeszła do swojego dziecka i oddała mu jego butelkę mały pociągnął kilka łyków i upadł śpiący na miękki kocyk.
-Jak ma na imię ?- spytał po cichu Vegeta
-Właściwie to nadal się zastanawiam- odpowiedziała mu Bulma - Może sam coś wymyśl rzuciła wychodząc do ogrodu
Vegeta podszedł do niej popatrzył w jej błękitne oczy i cicho powiedział
-Trunks
-A kto to jest Trunks? - spytała go przybliżając swoje wargi do warg wojownika.
-Nie pamiętam- odparł Vegeta zagłębiając się w głębokim pocałunku ze swoją ukochaną .









                                                                                          ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ MOJEMU MĘŻOWI ,
                                                                                                                      KTÓRY UWAŻA TO ZA PIERDOŁY ;)








 

5 komentarzy:

  1. Świetne!!!
    Na prawdę super :D
    Taki Vegeta cham to ja rozumiem :D
    Nie mogę doczekać się następnego rozdziału :D
    Pisz szybko :D heheh
    Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Osmego nie bd dzis jest juz prawie napisany ale niestety obowiazki zajely mi tyle czasu ze go nie dokonczylam a jest dosc dlugi ( 9 kartek w zeszycie ) a to jeszcze nie koniec ;)
    dziekuje za pozytywne rozpatrzenie mojego rozdzialu ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. :)
    Ok to czekam na dalszy ciąg :D
    Pozdrowionka :D

    OdpowiedzUsuń
  4. super!
    ale strasznie sie ze wszystkim pospieszylas :(
    dopiero 7 rozdzial a tu juz trunks sie pojawil i cyborgi lada chwila przybywaja, rozciagnij to bardziej w czasie opisujac wiecej takich codziennych zwyklych (niezwyklych) sytuacji ;)
    czekam z niecierpliwoscia na ciag dalszy i pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Spokojnie spokojnie ;) to wszystko jest zamierzone bd tez rozdzial albo i kilka przed Trunksem :) takie moje prywatne LOST niepoukladane ;) a i poprawka 8 rozdz jest napisany i prawie przepisany czeka tylko na druga czesc koniec i korekte jest w wersjach roboczych ;)

    OdpowiedzUsuń